🦧 Bo W Oczach Tkwi Siła Duszy

To nie kwestia podkładu, chociaż uwielbiam mój nowy Flower Perfection Bourjois, bo nawet bez niego skóra wygląda świetnie. Jest promienna, miękka w dotyku, jednolita i przede wszystkim nie reaguje tak mocno na niekorzystne czynniki jak klimatyzacja, ogrzewanie czy wiatr. To wszystko zasługa oliwnego serum Botáni. Po prostu je kocham! Witam was wszystkich w sobotnie zimne popołudnie. Już wszystko wysprzątane, kawka wypita, obiad się gotuje także wszystko zgodnie z planem :) Później mały spacerek do teściów na następną kawkę i do wieczora zleci. A wy jakie plany na dzisiaj ? Korzystając z okazji chciałam wam przedstawić mojego synka Adasia :) Który odgrywa w moim życiu najważniejszą rolę :* Ma już ponad 2 latka i już straszny urwis z niego !! no ale jak to dzieci... wszystko im się wybaczy <3 Zdjęcia z ost. sesji bodajrze jakieś tydzień temu. do następnego ! .. bo w oczach tkwi siła duszy Hadassa Moderatorka . Posty: 22168 Dołączył(a): 14 mar 2013, o 10:43. Re: Sukienki na wesele -wasze opinie. Za­miast kar­mić oczy i instynkty, w ciszy za­pytaj­my swej duszy czy nie przy­miera głodem. Nawet teraz, ściskając krwawiące ramię i odliczając sekundy do rozpoczęcia zadania w jakie wpakowałam się na własne życzenie, nie wierzyłam w to, gdzie i z czyjego polecenia się znalazłam. Zachciało mi się igrania z ogniem. Co prawda, myśląc o ogniu chodziło mi o Ahena, który w zasadzie nie różnił się aż tak bardzo od tegoż żywiołu. Był niebezpieczny, był zdradziecki, był podstępny i był również cholernym szowinistą, jak większość jego groźnych i mrocznych, jak moja prababcia, koleżków. A to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że wreszcie pora coś zmienić. Co z kolei przypominało przekonania mojej matki, która właśnie przebywała gdzieś na atlantyku i zaciekle walczyła o życie waleni, wydając najróżniejsze odgłosy - od jęków po krzyki. I ojca podbijającego irlandzkie sceny i serca moich rówieśniczek. Wszystko wyglądało na to, że byłam bardziej podobna do swoich rodziców niż bym chciała, chociaż w tym momencie robiłam coś, co oboje potępiali, więc jeszcze nie było ze mną aż tak źle. Nie miałam najmniejszego zamiaru iść w ich ślady i zostać pseudohipiską dmuchającą w harmonijkę. Za to jak najbardziej zależało mi na posadzie Żniwiarza, co pochwalała tylko moja babcia - nazywała mnie chlubą rodziny. Zawsze przedstawiając mnie Starszym aż eksplodowała dumą, co inni, niestety, kwitowali krzywymi uśmiechami. Od dawien dawna wiadomym było, że Żniwiarzem może zostać tylko i wyłącznie męski potomek szanowanego rodu. Jako iż moja prababcia należała do Rady Starszych, a mój wuj, Ahen, był przywódcą Żniwiarzy, posiadałam odpowiednie przywileje, lecz ku mojemu nieszczęściu urodziłam się kobietą. Mrużąc oczy, wzięłam spazmatyczny oddech i nacisnęłam guzik znajdujący się tuż pod złotą plakietką z wygrawerowanym napisem ,,Zadzwoń". Wiedziałam, że już nadszedł czas i za kilkanaście sekund zostanę pozbawiona przytomności przez krążącą w moich żyłach anilinę. Podjęłam się ryzykownego zadania i zdawałam sobie z tego sprawę, jednak było już za późno na jakikolwiek odwrót. Mimo wszystko dziwił mnie fakt, z jaką łatwością udało mi się przekonać Ahena, żeby wkręcił mnie w to zadanie. Chciałam zostać jego wtyką? Proszę bardzo, nie ma sprawy. Nawet się o mnie nie zamartwił, nie życzył mi powodzenia, tylko wytłumaczył mi jak będę się czuła zaraz przed omdleniem. ,,Odczujesz ucisk w klatce piersiowej, pojawią się nudności i sinica warg, a zaraz przed utratą przytomności, drgawki. Pamiętaj, żeby zadzwonić minutę po pojawieniu się drgawek, inaczej wszystko schrzanisz." Nie musiałam długo czekać na utratę przytomności. Obraz przed oczami zaczął się na przemian rozciągać, kurczyć i wirować, by po chwili moje ciało stało się bezwładne, a umysł oblepiły ciemne macki. Mogłam tylko mieć nadzieję, że założenia mojego wuja okażą się słuszne i ktoś wybiegnie z tej cholernej willi by ratować mój tyłek. Jeśli jednak tak się nie stanie - wstanę z grobu i skopię Ahena, wcześniej podawszy mu tą samą końską dawkę aniliny, którą on mi zaserwował. *** Panna Gwendolen podarowała mi niezbyt miłą pobudkę. Zignorowała fakt, że już i tak czuję się fatalnie przez duże ,,F", i zaczęła wrzeszczeć tak głośno, że głowa o mało nie eksplodowała mi na miliardy kawałeczków. Nawet nie miałam okazji zacząć się cieszyć, że przeżyłam próbę ,,samobójczą". Coś ty sobie myślała, hm? Chciałaś nas pozabijać?! Naprawdę, rozumem to ty nie grzeszysz! Jeszcze jeden taki wybryk, a pożałujesz! Aż się skrzywiłam słysząc jej skrzekliwy głos, który aż ociekał dezaprobatą. To moje życie, Gwen. Wszelkie decyzję podejmuję ja, a nie ty. Jesteś tylko małym dodatkiem i nie zapominaj o tym bo będę ci musiała przypomnieć gdzie jest twoje miejsce. Jeszcze się przekonamy kto tu jest dodatkiem. Życie Nafsi z duchem, który za żadne skarby świata nie chce współpracować jest naprawdę trudne. Choćby się waliło i paliło, nigdy nie zgodzi się ze swoim naczyniem. Mało tego, jeszcze będzie się starać, żeby uprzykrzyć ci życie na miliony sposobów. Gwendolen już nie raz próbowała swoich sztuczek, parę razy nawet przejęła kontrolę nad moim ciałem i robiła coś, z czego zachwycona nie byłam, ale nigdy jeszcze mi nie groziła, co niewątpliwie zrobiła przed chwilą. Przez chwilę nawet się zastanawiałam, czy nie powinnam zacząć się bać, ale w końcu doszłam do wniosku, że nie będę już o tym myślała. A nawet nie miałam na to czasu bo wszystkimi komórkami mojego ciała czułam, że ktoś mi się właśnie przypatruje. I nie tylko. Ktoś się nade mną pochylał. Otworzywszy oczy, błyskawicznie chwyciłam mężczyznę za szyję i przycisnęłam do łóżka, na którym jeszcze chwilę temu leżałam. Role się odwróciły. - Czego?! - Zdziwiłam się słysząc zwierzęcy warkot, który wydobył się z mojego gardła. Niestety nie mogłam powiedzieć tego samego o nieznajomym, który tylko skwitował to rozbawionym uśmiechem. - To ja się narażam, ratuję ci życie, a ty tak mi dziękujesz? Momentalnie się zreflektowałam i uwolniłam go, odsuwając się na bok. Miałam być miła i zdobyć ich zaufanie, a nie rozszarpywać na kawałeczki każdego, kto naruszy moją przestrzeń osobistą. Jeśli chciałam udowodnić Ahenowi, że kobiety również mogą być Żniwiarzami, musiałam zacząć nad sobą panować. Nie mogłam tego schrzanić choćby nie wiem co. - Jestem Collin, a ty? Masz jakieś imię? - Zaniepokoił mnie błysk, który zobaczyłam w jego miodowych oczach. Moja chora wyobraźnia przez chwilę podsuwała mi obrazy tego mężczyzny jako wielbiciela sadomasochistycznych trójkątów, jednak jeśli nie chciałam, by mój ostatni posiłek ujrzał światło dzienne, musiałam ujarzmić mój umysł. - Rowan. - Świetnie. Skoro już się poznaliśmy, może powiesz mi kto cię tak załatwił? - Ruchem głowy wskazał na moje ramię, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że mam je całe zabandażowane. Widocznie Ahen nie zrobił mi aż tak płytkiej rany jak obiecywał. W innym przypadku bandaż byłby zbędny bo ciało by się zregenerowało. Wzruszyłam ramionami. - Moja ofiara nie chciała współpracować. - Wiedziałaś, że zaaplikowała ci sporą dawkę aniliny? - A niby skąd miałam to wiedzieć? - Nasz organizm wykrywa wszelkie toksyny, które zagrażają naszemu życiu. - Widocznie jestem ewenementem. Błyskawicznie spoważniał. Tylko ślepiec mógłby nie zauważyć, że spojrzenie, jakim mnie taksował, było całkowicie nieufne i podejrzliwe. Wszystko zapowiadało się na to, że schrzaniłam sprawę. Super. Nie dość, że dostanie mi się od Ahena to jeszcze od prababki Meg. Jeśli Collin wcześniej nie zadba o to, żeby skrócić mnie o głowę i zamknąć moją duszę w chombo kwa ajili ya roho. Może kobiety rzeczywiście nie powinny należeć do Żniwiarzy? - Moja droga, musisz się jeszcze wiele nauczyć. - Słucham? - Aż się zachwiałam, zdając sobie sprawę z tego co mnie czeka. Facet mnie przejrzał, czeka mnie egzekucja i już nigdy nie udowodnię wujowi, że kobiety nadają się nie tylko do wychowywania dzieci. Czułam się jak zwierzę zagonione do kąta. Przechodząc do sedna to mam na imię Paulina, pochodzę z małego miasto leżącego obok dużego xd. Modą, urodą, wizażem, blogowaniem i tym co kobiety Internetu lubią najbardziej zaczęłam interesować się ok 4 lata temu, niby nie długo ale mam swoją wiedzę, wiem czego szukam, mam określone upodobania i ciężko jest mi wmówić coś innego i z tego właśnie możecie wywnioskować Co chustki mają w sobie takiego urzekającego? ROCK, ROCK, ROCK! Zdjęcie robione w pośpiechu - i wszystko wiadomo! :) Życie Ty moje! Nauczycielu i przewodniku. Jak wiele masz w sobie sprzeczności? Moja natura. Najpierw kipię złością, krzyczę, uderzam w cokolwiek, wręcz nienawidzę, a później wyciszam się, wyrównuję oddech i próbuję wsłuchać się w tysiące myśli krążących po mojej głowie. Tak trudno przychodzi mi słowo 'przepraszam'. Zamiast tego uciekam i pozostawiam kolejną szramę na sercu innego człowieka... To wcale nie byłoby aż tak przytłaczające, gdyby nie fakt, że ranię zawsze najbliższe, najwierniejsze osoby. Cholera, jaka ze mnie niewdzięcznica! Końcówka wakacji mija w stosunkowo miłej atmosferze. Pomalutku przygotowuję się do szkoły, ale i skupiam się na przyjemnościach, bo bądź co bądź, gdy nadejdzie nowy rok szkolny, nie będę miała czasu zupełnie na nic. Dlatego więc dzisiaj wybrałam się na szałowe zakupy z moją równie szałową rodziną. Jak to jest, że pomimo tylu lat spędzonych razem nadal potrafimy siebie zaskakiwać? Otaczają mnie naprawdę niesamowici ludzie. Aż wstyd, że wcześniej ich nie zauważałam.. Podczas naszej dzisiejszej wycieczki głębiej przyjrzałam się Łodzi. Przeważnie zerkałam na nią powierzchownie, jednak dziś, gdy złapały nas korki (tylko my wpadamy na takie głupie pomysły, żeby wracać do domu akurat w godzinach szczytu) spostrzegłam jaka ona jest piękna! Jej majestat spłynął na mnie całą falą doznań i ledwo co powstrzymałam się przed nagłym opuszczeniem samochodu. Muszę koniecznie wybrać się tam w jakiś wolny dzień, spakować aparat i nie patrząc na zegarek, zwiedzić ją wzdłuż i wszerz! Końcówka dnia, dla równowagi, minęła mi przy wysiłku, ale dosyć przyjemnym. Otóż wreszcie, po tylu błaganiach mamy i po godzinach własnej obserwacji, zdecydowałam się zrobić porządek w swojej szafie... Istna kopalnia skarbów! Oczywiście dwa worki ubrań wylądowały w koszu, ale to co zostało, jest dla mnie na wagę złota. Z pewnymi rzeczami wiąże się tyle wspomnień, które w większym lub mniejszym stopniu wykreowały osobę, którą obecnie jestem. A przecież przyjęło się, że rzeczy martwe nie mają zbyt dużego wpływu na osobowość człowieka. Jakie miłe zaskoczenie! :) Jutrzejszy dzień za pewne przyniesie ze sobą wiele wrażeń. Ach, wreszcie stąpam pewnie po świecie. Oby zawsze było tak intensywnie. Życie, kocham Cię! :)
Sama się nie napisze :D Niemniej jednak dziś nie o licencjacie, a o lakierze do paznokci, który trafił do mnie w sierpniu na spotkaniu blogerek. Nie powiem, od początku zauroczył mnie jego kolor. Kto mnie zna, ten wie, że róż to zdecydowanie mój kolor. Trochę poleżał, bo rzadko maluję moje krótkie pazurki.
Obudziłam się na dźwięk dzwonka do drzwi. Uniosłam głowę i poczułam ból rozchodzący się po całych plecach. Spanie na kanapie wcale nie było dobrym pomysłem. Chwyciłam się za kark i spróbowałam go rozmasować. Rozejrzałam się szybko po pokoju. Wczoraj miałam na prawdę niezły wieczór - skomentowałam w myślach leżące na ziemi części zdjęć niczym układanka, puzzle. Słysząc kolejny dzwonek i pukanie do drzwi niechętnie wstałam i nadal rozmasowując kark machinalnie otworzyłam drzwi. Kto by się spodziewał. Kasandra… Tutaj? Przez głowę przebiegła mi fala myśli, a na twarzy za pewne fala emocji. Zmierzyłam ją od dołu do góry, zastanawiając się czego może u mnie szukać. Czyżby szanowny Andrew znalazł sobie już jakąś inną? A ona biedna myślała, że to wszystko będzie trwało wiecznie? Jej czekoladowe oczy nie mówiły wiele. Zazwyczaj myślałam, że tak już po prostu jest. Później okazało się, że ta pustka oznacza to co ma się w sercu bo końcu to ” w oczach tkwi siła duszy “. Właśnie rozchyliła wargi, ale zanim wydobył się z nich jakikolwiek głos zamknęłam jej przed nosem drzwi. U mnie… Nie ma już dla niej miejsca. Lub przynajmniej na razie, nie mogę jej tego wybaczyć. Nie potrafię. To za dużo. Oparłam się o drzwi i zsunęłam na sam dół siadając po turecku. Nie idę na uczelnie… Nie mam siły. Wiem, że będzie też mnie tam szukać. Zawsze tak robiła gdy się pokłóciłyśmy. Mimo jej pustki w sercu dobrze ją znałam. W końcu była moją najlepsza przyjaciółką. Podkuliłam nogi i oparłam rękę na kolanie jednej z nich, by podeprzeć głowę. Zza drzwi usłyszałam cichy głos. - Wiedziałam, że będziesz w domu, bo pamiętam twój plan zawsze we wtorki zaczynasz później. Wcześniej jakoś na prawdę nie miałam czasu. Problem z kawiarnią - zaczęła się tłumaczyć, dlaczego dopiero teraz postanowiła do mnie przyjść. Szczerzę myślę, że po prostu się bała. Bała się odrzucenia. Tego, że potraktuje ją tak jak to właśnie zrobiłam. - Annie, proszę Cię. Chciałabym tylko z Tobą porozmawiać. Wyjaśnić Ci to wszystko. Przeprosić. Chcę by było tak jak dawniej. - problem w tym, że ja nie chciałam żadnych wyjaśnień. Chciałabym cofnąć się w czasie i zauważyć kiedy to się zaczęło. Kiedy zaczęło ich tak ciągnąć ku sobie. I co ja wtedy do cholery robiłam. Tak jak dawniej? Czy ona wie, że już nic nie będzie tak jak dawniej?! - Kochana, no… przecież wiesz, że to nie nasza wina. Tak po prostu wyszło - usłyszałam jej głośne, pełne żalu westchnienie. Żałowała, że nie powiedzieli mi wcześniej, to podobno Andrew z tym zwlekał. Bawiło go mieć dwie dziewczyny na raz? Możliwe. Ale dla mnie to nie było zabawne. Cały obraz przed pokoju zaczął mi się rozmazywać. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach z prędkością spadających kropel deszczu, przy ogromnej ulewie. Szkoda, że były słone, pełne żalu i goryczy. Może przyszła tylko usłyszeć jak zaczynam dławić się własnymi łzami, a następnie przekazać dobrą nowinę panu Jones. O nie. Zacisnęłam usta i zamknęłam powieki. Postanowiłam, że nie ruszę się dopóki panna Red nie ulotni się spod moich drzwi. - Proszę zadzwoń do mnie. Ja.. Ja na prawdę chcę wszystko naprawić. Wierze, że nam się uda. Zadzwoń. - zdążyłam się uspokoić. Usłyszałam jak odchodzi, jej kroki oddalały się z każdą kolejną łzą pojawiającą się na moim policzku. Wstałam ręką przetarłam policzki i ruszyłam najpierw do kuchni, czym prędzej przejrzałam wszystkie szuflady w poszukiwaniu zapałek, a kiedy w końcu je znalazłam ruszyłam z powrotem do salonu. Zgarnęłam wszystkie przedarte zdjęcia w jedną stronę chwytając w rękę jedyne, które wciąż pozostało w całości. Usiadłam na kanapie, przez chwilę z zaciętą miną wpatrywałam się w nasze roześmiane później nie zastanawiając się dłużej odpaliłam jedną z zapałek. * Obudził się, przetarł ręką zaspane oczy i spojrzał na dziewczynę leżącą obok niego. Oddychała równomiernie, więc miał pewność, że śpi. Jej zielone oczy były nadal przymknięte, gdy wstał z łóżka i biorąc swoje rzeczy, na palcach przeszedł do łazienki. Wykonał poranne czynności, a sen, który nawiedził go dziś w nocy powoli zaczął przekazywać urywki z obrazów. Piękna dziewczyna o turkusowych oczach, złotych splątanych włosach i z delikatnym, szczerym uśmiechem na twarzy. Widział jak jej pełne wargi wymawiają jego imię, a w piękny oczach przez chwilę dostrzegł prośbę. Oparł się o umywalkę i już wiedział, skojarzył skąd ją zna. na niego przed uczelnią i prawie powaliła na ziemię. Mimowolny uśmiech wkradł się na jego twarz. Tylko dlaczego wydawała mu się taka znajoma? Zmaraszczył brwi, zastanawiając się przez parę minut i pochwili już wiedział, Oliwia miała jej zdjęcie, ona jest kolejna. A dziś ukazała mu się we śnie wołając go po imieniu. Już od wczoraj nie potrafił przestać o niej myśleć. Ciągle siedziała w jego głowie, ale jej oczy nie były tak iskrzące się jak we śnie, tylko smutne, pełne bólu. Jego zielonooka wspominała coś, że przeżyła rozstanie. Rozstanie, i to wcale chyba nie takie łatwe jak na początku mogło się wydawać. Przypomniał sobie jej zapach, przymykając na chwilę oczy i schylając głowę. To dziwne, nigdy przedtem nie był w stanie zapamiętać zapachu dziewczyny, kobiety. Jednak tym razem było inaczej. Była taka piękna nawet gdy była smutna. Uważał, że źle postąpił wczorajszego dnia. Mógł z nią zostać chodź jeszcze przez chwilę. Oliwia wybaczyłaby mu gdyby spóźnił się jeszcze troszeczkę. Zawsze mu wybaczała. Tylko nie wybaczyłaby mu tego z kim się spotkał. Jednak to było nieważne, teraz i tak czuł, że mimo iż podał Annie numer ona nie zadzwoni do niego. Nie będzie miała tyle odwagi by porozmawiać z kimś kogo tak na prawdę wcale nie zna. Westchnął ciężko, to będzie bardzo trudna sprawa - pomyślał. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i ujrzał brunetkę która położyła dłoń na jego ramieniu, uniosła jedną brew ku górze. Pokręcił przecząco głową dając jej znak, że wszystko jest w porządku i nie ma się niczym martwić. No… Prawie. Uznał, że nie wybaczy sobie jeśli nie dowie się co ze złotowłosą dziewczyną. Już zaczął snuć wobec niej plany i zastanawiając się jak namówić Oliwię, by jednak nie zgadała się na wykonywanie tego zadania. Usłyszał dźwięk dzwonka, przeprosił na chwilę zielonooką, która wyszła zaraz za nim ruszając do kuchni i zabrał telefon z szafki w pokoju. Nieznany numer, wszedł z powrotem do łazienki i zamknął się na klucz. Nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Nie zdążył nic powiedzieć, a już usłyszał cichy głos - Zayn? * Po dwóch godzinach bezcelowego włóczenia się po domu usiadłam przy stole w kuchni z kubkiem gorącej czekolady i z milionami bijących się myśli. Nawet nie posprzątałam do końca bałaganu w salonie, ale to chyba była najmniej ważna rzecz w tym momencie. Czy postąpiłam dobrze zamykając Kasandrze drzwi przed nosem i uciekając od rozmowy z nią? Teraz już nie byłam niczego pewna. Zaczęłam bawić się do połowy pustym kubkiem. I zauważyłam parę cyferek jakotako jeszcze widocznych na swojej ręce. Zmarszczyłam brwi próbując sobie przypomnieć skąd one się tam w ogóle wzięły. Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, ale ignorując je pomyślałam tylko - Ah tak… Zayn, chłopak na którego niechcący wpadłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i położyłam go na ceracie wbijając w pamięć numer. Mówił, że jeśli będę chciała pogadać to mogę zadzwonić. Ale czy powinnam? Pewnie ma jakieś swoje sprawy, ważniejsze od spraw dziewczyny której nie zna. Dopiłam czekoladę, wstałam i umyłam kubek. Ciągnęło mnie ciągle do telefonu, ale nie mogłam miałam sprawić sobie jeszcze większy ból, gdy spojrzę w jego oczy. Annie, potrzebujesz tego – szepną jakiś głos w mojej głowie, złapałam szybko za telefon i nie wiele myśląc wybrałam jego numer. Odebrał, cisza w telefonie sprawiła, że przez chwilę nie wiedziałam kompletnie co powinnam powiedzieć, a jedyne co przyszło mi na myśl to - Zayn? - odchrząknęłam by mój głos był silniejszy i lepiej słyszalny. Kto by pomyślał, że rozstania odbierają głos. Zaczęłam być wściekła na siebie, że do niego zadzwoniłam i bawiłam się kantem ceraty. To przecież nawet nie ma sensu, pewnie zaraz się rozłączy gdy już mnie skojarzy, albo podał fałszywy numer. - Annie! Zadzwoniłaś, coś się stało? - zapytał z troską, a na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. To miło gdy ktoś się o ciebie troszczy. Potrząsnęłam głową, co ty dziewczyno wyrabiasz? - Nie… Tak… Właściwie to sama nie wiem. - usłyszałam swój głos i westchnęłam cicho. Co ja mam mu właściwie powiedzieć? Trzeba było nie dzwonić. Brawo za pomysłowość! Żeby dzwonić do nieznanego faceta. Idiotka. - Chcesz się spotkać? - zapytał z nadzieją? Czy ja to dobrze wyczuwam? A może już przez to wszystko źle odczytuje sygnały i wszystko inne? Tak to jest na pewno to. Czy chciałam się spotkać… Nie wiem. Nie wiem czego chciałam, ale jeśli już do niego zadzwoniłam i zawróciłam mu głowę to może powinnam już się zgodzić. W końcu po to miałam dzwonić. Przytaknęłam głową, a zaraz potem przypomniałam sobie, że przecież rozmawiamy przez telefon. - Tak, chce. - powiedziałam dość stanowczo, aż sama się zdziwiłam. A zanim zdążył wybrać jakiekolwiek miejsce, sama zaproponowałam po prostu park niedaleko uczelni o dwunastej trzydzieści. Żadnej kawiarni, żadnej! Zgodził się. Nadusiłam czerwoną słuchawkę i rzuciłam telefonem na kanapę. Co ja zrobiłam? Czy to możliwe, że zrobiłam to z powodu braku bliskiej osoby? Tęsknie za Jones’em i próbuje znaleźć kogoś kto pozwoli mi o tym zapomnieć, kogoś kto wygląda podobnie jak on i zachowuje się podobnie? Nie potrafię go wymazać z pamięci zwykłą gumką do mazania, ani szmatką od kurzu. I szukam jakiegoś innego światełka w tym wszystkim, a jednak tak podobnego. Tylko czy ten wybór podchodzi pod mózg czy pod serce. Czy zmusiło mnie do tego to, że jego oczy i głos… Oh, Annie ale sobie bałaganisz. ~ Czy ja źle piszę, czy to wy jesteście niezłe w domysłach? (oczywiście nie co do zadzwonienia do Zayna) Dziękuje za miłe słowa! :) Każdy komentarz nawet krytyczne jeśli takowe by się pojawiły, wywołują uśmiech. Bo to na nich można się uczyć. Jeśli nie do jutra, to do soboty! :3x Trochę podcieniowałam końcówki, bo miałam już czerep na głowie :D Niestety jak zwykle Pani Fryzjerka inaczej odbiera jednostki miary :P Miały być max 2 cm, ścięła chyba z 5 :P Nie wiem, jako osoba na kierunku inżynierskim mam linijkę w oczach i dla mnie taka pomyłka jest nie do pomyślenia :D ,, Bo w oczach tkwi siła duszy. " W oczach tkwi siła duszy. (Wydana 1988 w Rio de Janeiro przez Editona Rocco) W oczach tkwi siła duszy Postać: Alchemik; Wszystkie dni stają się takie same wtedy, kiedy ludzie przestają dostrzegać to wszystko, czym obdarowuje ich los, podczas gdy słońce wędruje po niebie. Wszystko jest jednym. Postać: Król Po raz kolejny spojrzałam w lustro. Złociste fale na mojej głowie, które odziedziczyłam po mamie, niesfornie układały się nie tak jak sobie tego życzyłam. Zielono-niebieskie tęczówki spoglądały inteligentnym spojrzeniem zza szkieł, których granatowe oprawki kontrastowały z bladą cerą na mojej twarzy. Usta, lekko pociągnięte waniliowym błyszczykiem, lśniły wygięte w uśmiechu, ponieważ tego dnia czułam się wypoczęta i humor dopisywał mi odkąd otworzyłam oczy. Po za tym był już środek czerwca, a już jutro w naszej szkole miała odbyć się rada pedagogiczna podsumowująca cały rok nauki oraz zatwierdzająca oceny. Jak można nie cieszyć się świadomością zbliżających się wakacji? Stojąc przed lustrem i przyglądając się swojemu odzwierciedleniu, zupełnie nie spodziewałam się tragedii, która miała wywrócić moje dotychczasowe życie do góry nogami. - El! Pośpiesz się! – dobiegł mnie głos mamy. El to skrót od imienia Elżbieta, którego ja wprost nie znosiłam. Mama urodziła mnie będąc w bardzo młodym wieku, gdyż miała zaledwie 17 lat (czyli dokładnie tyle ile ja teraz) i zawsze uwielbiała czytać książki. Jej ulubioną powieścią byłą wtedy „Duma i uprzedzenie”, dlatego właśnie wybór padł akurat na to imię, przez wzgląd na sympatię, jaką darzyła główką bohaterkę. Nawet kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, krzywiłam się, gdy tylko ktoś zwrócił się do mnie „Elżbieto” lub „Elu”, przecież to imię jest takie drętwe. Być może pasowałoby ono do damy żyjącej w dziewiętnastowiecznej Anglii lub do babci, ewentualnie do osoby wielce poważnej, ale do mnie nie. Dlatego wolałam, żeby zwracano się do mnie El, Eliza lub Lizzi. -Już idę mamo! – odpowiedziałam rodzicielce i ostatni raz spoglądając w lustro uznałam, że wyglądam całkiem znośnie. Chwyciłam stojący pod ścianą plecak i opuściłam sypialnię kierując się do kuchni gdzie, jak się domyśliłam, czekała na mnie mama. Włosy miała związane w ciasnego kucyka, a pierwsze co rzucało się w oczy to intensywnie czerwona szminka na ustach. Ubrana była w piękną dopasowaną, czarną sukienkę, która sięgała jej do połowy uda, a na szyi miała sznur sztucznych pereł. W oczach kobiety zauważyłam zmęczenie, pewnie znów do późna siedziała nad papierami. Na mój widok starała się je ukryć i posłała mi najbardziej czuły uśmiech na jaki było ją stać. Przytuliłam ją, a ona ucałowała mnie w czubek głowy i wręczyła drugie śniadanie. Razem opuściłyśmy mieszkanie, ponieważ mama prawie każdego dnia odwoziła mnie do szkoły. Na podwórku było przyjemnie ciepło. Ruszyłyśmy w stronę zaparkowanego auta. Nasz czarny opel stał na swoim stałym miejscu i lśnił w świetle wschodzącego czerwcowego słońca. Gdy tylko mama odblokowała drzwi wskoczyłam do środka i włączyłam radio. -Musimy się dziś wybrać na porządne zakupy –powiedziała mama wyjeżdżając z parkingu. –Mam nadzieję, że nie masz jeszcze żadnych planów na dzisiejsze popołudnie. -Nie mam i chętnie spędzę je z Tobą, a po zakupach może urządzimy sobie mały maraton filmowy? -Tak się składa, że akurat dzisiaj będę miała mało papierkowej roboty, ale jest jeden warunek. Znajdziesz jakiś powalający film. -Umowa stoi - powiedziałam szczerząc się. Po kilku minutach samochód zatrzymał się pod Liceum Ogólnokształcącym nr 9. Odpięłam pas i wyskoczyłam z pojazdu. -Miłego dnia kochanie – powiedziała czule mama, a ja życzyłam jej tego samego i pomachałam jej na pożegnanie. Większość lekcji tego dnia minęła najzwyczajniej w świecie na wpatrywaniu się w sufit lub okno oraz rozmowach z towarzyszem z ławki. Na polskim pani włączyła nam film, z którego nie zapamiętałam nic, nawet tytułu, gdyż wolałam wpatrywać się w okno. W połowie lekcji do sali wparowała młoda sekretarka, pani Asia, którą chyba wszyscy lubili. Zawsze byłą uśmiechnięta i pełna energii. Naprawdę, dziwiłam się dla czego ktoś z takim usposobieniem skończył w szkolnym sekretariacie. Tym razem jednak na jej twarzy brakowało uśmiechu, a wręcz malowało się na niej jakby przerażenie z domieszką bólu. Co takiego mogło się stać? – pomyślałam. Joanna szukała czegoś lub kogoś, lustrując klasę wzrokiem i gdy jej wielkie brązowe oczy spotkały moje pytające spojrzenie, głęboko zaczerpnęła powietrza. -Elżbieto… - powiedziała, a ja miałam wrażenie, że jej głos lekko się załamał –musisz iść ze mną i najlepiej weź ze sobą swoje rzeczy. ~*~ Witajcie! Zaczynam wszystko od nowa. Mam nadzieję, że nowi bohaterowie i ich przygody przypadną wam do gustu. Być może niektórzy znają mnie z bloga o Tośce lub bliźniakach. Mam nadzieję ze tutaj uda mi się zebrać jeszcze więcej czytelników niż tam. :) Postaram się co tydzień umieszczać jeden rozdział, a czasami może nawet więcej. Tym razem wygląd bloga jest w pełni stworzony przeze mnie i mam nadzieję, że nie jest najgorszy. :) Od razu mówię, że dziewczyna w nagłówku to nie jest główna bohaterka :). Chyba większość ważnych rzeczy już wam przekazałam. Tak więc żegnam i do następnego rozdziału :) -Ewa Bo w oczach tkwi siła duszy. Gorengan punya dampak buruk yang tidak bagus 7 lat temu Ars Cosmetica. Olejkownia 8 lat temu Wielki powrót do natury metodą małych
Jest dobrze .Za ciebie kochanie, jesteś na pierwszym miejscu,Za co dobrze wiesz. za nadanie życiu sensu, Wiem że we mnie wierzysz i pójdziesz za mną w ogień .
.. bo w oczach tkwi siła duszy Hadassa Moderatorka . Posty: 22168 Dołączył(a): 14 mar 2013, o 10:43. Re: Opisz osobke wyzej ;) przez Kris » 4 kwi 2014, o 10:02 .
Pierwszy obudził się blondyn, wszystko go bolało, nie mógł niczym ruszyć, coś go przygniatało i łaskotało delikatnie. Otworzył oczy, po czym wrzasnął wystraszony. Był nagi. Na nim leżała rudowłosa piękność, również naga. Spała smacznie, ale po krzyku Malfoya otworzyła leniwie oczy. Spojrzała na siebie, potem na swojego towarzysza i również wrzasnęła, podrywając się gwałtownie z łóżka. Szybko zakryła się pościelą i pobiegła do łazienki. Zatrzasnęła drzwi, nie zamierzała już dziś z niej wychodzić, nic nie pamiętała z wczorajszego wieczoru. Była załamana, mało tego – była przerażona. Scorpius siedział dalej na łóżku, widać było że był w głębokim szoku. -Paniczu Malfoy, proszę się ubrać – do pokoju weszła pani Pomfrey, niosąc śniadanie dla dwójki. – Gdzie twoja koleżanka? Blondyn wskazał z otwartą buzią na łazienkę. Pomfrey westchnęła i poszła w tamtą stronę aby zapukać do rudej. -Lily, wychodź bo przegapisz śniadanie. Na jej głos panna Potter drgnęła, szybko zarzuciła na siebie ciuchy, które porwała ze sobą do łazienki i wyszła z pościelą w obu rękach. -No coś ty? Kąpałaś się z kołdrą? – zaśmiała się pielęgniarka. – Swoją drogą co ona taka zakrwawiona? Skaleczyłaś się? Lily uśmiechnęła się blado i zerknęła na Scorpiusa. Gdy zauważyła, że przygląda jej się, zarumieniła się bardzo mocno i spuszczając głowę w dół, poszła do swojego łóżka. -Przepraszam pani Pomfrey, kiedy będę mogła stąd wyjść? -Oj kochana, jeszcze parę dni, widzę że chodzisz lepiej, nawet bardzo dobrze. Oboje z paniczem Malfoyem wyjdziecie za dwa, może trzy dni. – uśmiechnęła się, po czym wyszła. Rudowłosa spojrzała na śniadanie. Jajecznica z bekonem. Jakoś nie miała ochoty jeść, odsunęła od siebie talerz i odezwała się drżącym głosem: -Nie mam zielonego pojęcia czy do czegoś doszło czy nie, ale chyba niestety tak, skoro pościel jest zakrwawiona, ale do cholery, nikt ma o tym nie wiedzieć. Ja cię nawet nie lubię i nie wiem co sprawiło że trafiliśmy nadzy do jednego łóżka… Po chwili zdała sobie sprawę, że nie może przestać mówić. Dopadł ją słowotok nerwowy. Natychmiast zamknęła jadaczkę i już się nie odzywała. Blondyn zerknął na nią dalej z szokiem w oczach. -Nie martw się Potter, też cię nie znoszę i gwarantuję, że nikomu się nie będę chwalił – stwierdził. ~~~~ -Lily! Wróciłaś! Kochana! Tak oto została powitana Lily Luna Potter po powrocie ze Skrzydła Szpitalnego. Wszyscy ją przytulali. James, Al, Hugo, Evelin, a nawet Zac Longbottom, tylko Rose gdzieś się zapodziała. Ruda uśmiechnęła się szeroko, kompletnie zapominając o dręczącym ją od paru dni Scorpiusie. -Jak wytrzymałaś te dwa tygodnie z tym cholernym Malfoyem? – zagadnął James. Lily zaśmiała się cichutko. -Wiesz, nie było tak źle, praktycznie cały czas czytał książki, a na mnie nawet nie zwracał uwagi. A ja sobie spałam, rysowałam, czytałam, Sir Nicholas mnie odwiedzał czasami… -Dalej nie rozumiem po co go ratowałaś… - wtrącił się Hugo. Nastała grobowa cisza, wszyscy patrzyli na rudą z wyczekiwaniem na odpowiedź. Dziewczyna zarumieniła się, nie powie przecież, że to przez wspomnienia z dzieciństwa się tak poturbowała. Dotknęła policzka, na której widniała szrama. -Instynkt. – ucięła krótko. Hugo wzruszył ramionami na znak zrezygnowania. Przecież nie będzie zmuszał kuzynki do mówienia czegoś czego nie chce powiedzieć. Lily pożegnała się z towarzystwem, twierdząc że musi iść do biblioteki napisać zaległy esej na zielarstwo. Po drodze mijała wielu ludzi, którzy witali się z nią, wielu z nich to chłopaki. Niektórzy widząc ją, patrzyli zdziwieni. Pewnie dalej nie mogli uwierzyć, że Gryfonka ryzykowała życie ratując Ślizgona. W bibliotece jak zwykle nikogo nie było. Lily poszukała odpowiednich książek i poszła rozejrzeć się za stołem. Dostrzegła Josha i Rose. Już chciała zawołać kuzynkę, kiedy spostrzegła że nachylają się do siebie uśmiechnięci. Przystanęła, a głos ugrzązł jej w gardle. Po chwili była świadkiem tego jak jej najukochańsza kuzynka całuje się z jej wielką miłością, z chłopakiem którego kochała od ponad trzech lat. Książki z łoskotem upadły jej na podłogę, na co młoda para obróciła się. Panna Potter poczuła, jak łzy napływają jej do oczy, odwróciła się i szybko wybiegła z biblioteki. -Lily! – usłyszała za sobą wołanie Josha. Rudowłosa przyspieszyła jak tylko mogła, uczniowie patrzyli na nią zdziwieni. W końcu nie na co dzień widzi się płaczącą dziewczynę, a za nią biegnącego chłopaka z drugą dziewczyną. -Lily! – krzyknęła tym razem Rose – zatrzymaj się. Lily ani myślała się zatrzymywać, wręcz przeciwnie. Skręciła za posąg jakiegoś nabzdyczonego faceta i ukryła się za nim. Zauważyła podbiegających ‘przyjaciół’. -Widzisz ją? -Nie, chyba ją zgubiliśmy. Cholera, nie chciałem żeby tak się o tym dowiedziała. -Chodź, wracajmy. Pewnie poszła do wieży. Potem z nią pogadam. – stwierdziła kuzynka rudej. Gdy Lily upewniła się, że na pewno jej już nie znajdą, wmieszała się w tłum uczniów i mimo chłodnej pogody wyszła na błonia. Szła nad jezioro, tam gdzie zawsze lubiła przesiadywać, gdy było jej źle. Usiadła nad brzegiem i patrzyła jak pierwszoroczniacy rzucają kaczki. Po jej gorących policzkach znów popłynęły słone łzy. Jak oni mogli ją tak zdradzić? Josha jeszcze rozumiała, ale Rose? Przecież to jej ukochana najlepsza przyjaciółka. Jak mogła? Ruda zawyła żałośnie, na co uczniowie stojący w pobliżu obejrzeli się. -Co tak wyjesz Potter? Lily zjeżyły się włosy na karku, doskonale wiedziała do kogo należy ten niski głos. Nawet się nie oglądając, pokazała swojemu rozmówcy środkowy palec. Jak się zdziwiła, gdy słynny Scorpius Malfoy usiadł koło niej. -Co się stało? -A co cię to obchodzi? – warknęła ruda. -W sumie to nic, ale wiesz, plotki już krążą. Wszyscy cię widzieli jak biegniesz przez pół Hogwartu zapłakana. -Oj Malfoy, spieprzaj pan, tyle ci powiem. -Jak wolisz. Chciałem pomóc. – Scorpius wzruszył ramionami. Lily patrzyła jak odchodzi ze zwieszoną głową i przeklinała go w duchu. "Bo w oczach tkwi siła duszy." Paulo Coelho "Kłótnie kochanków umacniają ich miłość" - Terencjusz "Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie Paulo Coelho (Alchemik) Witam! Dzisiaj będzie troszkę refleksyjne 😉. Na blogu Tagowe ABC pojawiło się wyzwanie A jak Alfabet/Alchemia. Można wybrać jeden temat lub je moje przemyślenia i interpretacja tematu: Alfabet -to oczywiście litery, czyli tekst, książka, a co za tym idzie ? Wiedza. W dzisiejszych czasach coraz mniej osób czyta książki, wszystko jest związane z elektroniką i mediami a szkoda bo żeby poznać świat trzeba najpierw poznać samego siebie. Media zabierają nam to , tworząc w naszych głowach wizerunki kim mamy być i czego potrzebujemy. Jest to smutne ,ale prawdziwe. Czemu coraz więcej młodych ludzi popada w depresję, nałogi a nawet popełnia samobójstwa ? Bo są zagubie w naszej rzeczywistości, nie mają poczucia własnej wartości i nie wiedzą kim są i kim chcą być. 😔 Klucze - co jest kluczem do naszego szczęścia? Na to pytanie sami musimy znaleźć odpowiedzieć zaglądając w głąb naszego serca. Oko- i tutaj pasuje właśnie cytat który dodałam wyżej. Oczy nie są tylko po to by patrzeć na rzeczy zewnętrzne, czasem trzeba spojrzeć nie tylko w swoją duszę ale także kogoś, zatrzymać się, wysłuchać. Understand - czyli zrozumieć kim jestem i kim chce być, co chce w życiu robić żeby żyć w zgodzie z samym sobą. Zegar - czas,którego nie da się zatrzymać bądź cofnąć, więc trzeba żyć teraz! Kwiatki- piękno, które jest wokół nas a o którym tak często zapominamy . Mam nadzieję że nie zanudziłam Was za bardzo . A oto zdjęcia: Pracę zgłaszam na wyzwanie Tagowe ABC Ciekawa jestem Waszych przemyśleń o życiu codziennym i tym co się dzieję wokół Nas. Pozdrawiam serdecznie Trzymajcie się Julia Re: Czy związek z księdzem jest możliwy? Ksiądz tak samo jest człowiekiem i tak samo ma potrzeby. Nie wierzę, że ich nie mają i ciągle myślą o tym, ze muszą żyć w czystości. Przypuszczam, że co 3 nie wytrzymuje Ja znam osobiście takich księży, którzy nie ukrywają tego, że kiedyś/albo obecnie z kimś się spotykali/ają.
Ello ;).Nudny dzień;/.Cały w piżamie ; to musze podziekowac Monice za te kupę smiechu i wspomnień ;**." Bo wspomnienia Magia są...To teraz wiesz;**.Film nagrany krótko ale te najlepsze momenty sie zachowały ; jest dowód ze tanczyłam z tata, Michałem no i oczywiście z Łukaszem "Froniu"...Było bosko;).I duzo smiechu z Kazia;).Film jednym słowem zajebiaszty ;D;)...Teraz nie mam co robic i czekam za pizza ;D wiem co tu jeszcze napisac wczorajszy dzień zaliczam do udanych dzisiejszy nie za bardzo ;) ; ;**<3!... Because power of soul sticks in eyes...Bajuś ;**
''Nigdzie nie jesteśmy bardziej samotni,niż leżąc w łóżku,z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem,którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień''. ''Bo w oczach tkwi siła duszy''. ''Ktoś kiedyś powiedział,że w chwili,kiedy zastanawiasz się,czy kochasz kogoś,przestałeś go już kochać na zawsze''.
- Dlaczego ty się tak mocno malujesz? - spytałam, spoglądając jak Lucy nakłada kolejne fioletowe cienie na swoje powieki, a raczej dookoła oczu. - Bo to lubię - usłyszałam jej głos znudzony kolejnymi pytaniami na ten temat. Od godziny leżałam na łóżku Lucy próbując zrozumieć, dlaczego ukrywa swoją piękną twarz, o delikatnej urodzie, pod toną makijażu. Byłam jedną z nielicznych osób, które widziały ją w naturalnym stanie. W sumie oprócz mnie tylko jej mama i brat widzieli ją taką. Jej makijaż dzienny składał się z podkładu, korektora, pudru, kilkunastu cieni, eyelinera, mocno wytuszowanych rzęs i ciemnej szminki. Nie byłam w stanie odnaleźć powodu nakładania tego wszystkiego. Dla mnie była piękniejsza bez wszelkich ulepszeń. Jednak Lucy codziennie spędzała godzinę, starając się zakryć wszystko, co naturalne na swojej twarzy, a ja wiedząc, że i tak nie uda mi się jej od tego odwieść, przestałam próbować i cierpliwie czekałam, aż skończy. - Już - oznajmiła z uśmiechem na ustach, odwracając się w moją stronę. - Możemy iść -mówiąc to wstała z krzesła, złapała czarną kurtkę i skierowała się w stronę drzwi. Zatrzymała się jednak, widząc, że ja wciąż leże na jej łóżku i nie mam zamiaru wstać. Odkręciłam się tylko w jej stronę i walczyłam ze sobą, czy powiedzieć jej o swoim śnie. O ile to był sen. - Co jest? Coś się stało? - spytała, widząc wyraz mojej twarzy. Nie wiedziałam, czy powinnam jej o tym powiedzieć. Ale komu, jak nie Lucy? Przecież była dla mnie jak siostra. - Wiesz, jak zapytałaś co mi się stało w twarz, skąd to rozcięcie, to...ja skłamałam. - ciężko było mi to powiedzieć, bo jeszcze nigdy jej nie oszukałam, ale nie miałam pojęcia, jak jej wytłumaczyć to, co się stało. - Wiem, że nie powinnam, ale to takie irracjonalne. Bo widzisz...miałam w nocy taki dziwny sen. Ktoś mnie gonił i ja nie mogłam uciec. Kiedy w końcu myślałam, że go zgubiłam, on nagle się pojawił i mi to zrobił - mówiąc to wskazałam swój zraniony policzek - Gdy się obudziłam, myślałam, że już wszystko jest ok, ale poszłam do łazienki i zobaczyłam krew. Co to wszystko znaczy? Mój głos zaczął się łamać i nie zdołałam nad nim zapanować, jednak miałam zadzieję, że nie słychać w nim było, jak bardzo mnie to przeraża. Nie słysząc żadnej odpowiedzi ze strony Lucy, spojrzałam na nią i żałowałam, że nie zostawiłam tego dla siebie. Stała wciąż przy drzwiach, patrząc na mnie wielkimi, wystraszonymi oczami. Kurczę, mogłam jej tego nie mówić, nie wiedziałam, że aż tak się przejmie. Chciałam ją jakoś uspokoić, ale nie bardzo wiedziałam jak. - Pewnie histeryzuję i przesadzam - powiedziałam, spokojniejszym już głosem, starając się zapanować nad emocjami - Zapomnij o tym. Może po prostu kręciłam się przez sen i sama się zadrapałam. - Wstałam z łóżka, sięgając po telefon i podeszłam do Lucy, która już się chyba trochę uspokoiła, a przynajmniej tak wyglądała. - Masz rację - powiedziała dziwnie nieobecnym i wyblakłym głosem - pewnie nie ma się czym przejmować. - To jak? Idziemy? - Tak, tak, tylko jeszcze coś wezmę - odpowiedziała, po czym wyjęła jakiś łańcuszek z szuflady przy biurku. Chciałam się mu przyjrzeć, lecz schowała go szybko do kieszeni i otworzyła drzwi. Zrezygnowałam z pytań, bo wiedziałam, że i tak mi nie powie co to jest, więc odnotowałam tylko w pamięci, żeby mu się kiedyś przyjrzeć i wyszłam przez otwarte drzwi za Lucy. ~*~ Spacerowałyśmy z Lucy po parku, rozmawiając o jej obecnym chłopaku. Ona nigdy nie była sama. Gdy tylko kończył się jej związek, za chwilę było wokół niej już kilku kolejnych adoratorów. A Lucy miała słabość do chłopców. Nie była dziewczyną, która potrzebowała nowego chłopaka co kilka dni. Powodem jej krótkotrwałych związków, była obawa przed zranieniem. Dwa lata temu miała idealnego chłopaka, z którym była niesamowicie szczęśliwa. Wiecznie uśmiechnięta i zadowolona. Wtedy jeszcze nie ukrywała swojej delikatności pod mocnym makijażem. Była taka niewinna...do czasu. Po pół roku idealnego związku zaczęły się awantury i kłótnie, które ją wyniszczały psychicznie. Na każdym kroku chorobliwa zazdrość, kontrola i ograniczenia. Raz gdy do niej przyszłam, bo od kilku dni nie odbierała telefonu i nie wychodziła z domu, zobaczyłam wielkiego siniaka na jej policzku. Nie mieszałam się w jej związek, ale tego już było za wiele. Przekroczył granicę i postanowiłam interweniować, więc wybrałam się do niego z wizytą, żeby kazać mu trzymać się od niej z daleka. Jednak, gdy przyszłam do niego do domu, drzwi były otwarte i nikt nie odpowiadał na moje wołanie. Wchodząc do środka, przeszedł mnie dreszcz i wiedziałam już, że coś jest nie tak. Sprawdziłam kuchnię, jednak nikogo w niej nie było, więc skierowałam się w stronę salonu. Coś wewnątrz mnie krzyczało, abym stamtąd uciekała, ale uciszyłam ten głos i poszłam dalej. To co tam zastałam, wstrząsnęło mną. W fotelu przed telewizorem siedział Matt, chłopak Lucy. Miał otwarte, nieobecne oczy i ręce na oparciu. W jednej z nich był nóż z zakrzepłą już krwią, a na drugiej widniała wielka, otwarta rana, całą w ciemnej czerwonej mazi. Na podłodze utworzyła się ogromna kałuża krwi, pochodząca z owej rany. Na jego twarzy zastygł wyraz szoku i przerażenia. Niewiele myśląc, wybiegłam stamtąd i skierowałam się prosto do Lucy. Gdy opowiedziałam jej, co zastałam w jego domu, nie wydawała się zaskoczona, tylko zaczęła płakać i nic nie powiedziała. Od tego dnia zmieniła się w obecną wersję Lucy. Wszyscy myśleli, że stała się pewna siebie i odważna, ale to tylko powłoka. Nie dopuszczała do siebie chłopaków za blisko, jakby bała się, że ktoś ją znowu zrani. Dlatego jej późniejsze związki nie trwały długo i kończyły się, zanim ktoś poznał jej prawdziwą naturę. Po raz kolejny tłumaczyłam jej, żeby dała Krisowi szansę poznać ją, taką, jaka jest naprawdę, a nie tylko jej powłokę, jednak jej odpowiedź mnie zaskoczyła. - Nie wiesz jak to jest - powiedziała chłodnym tonem - Ty nigdy nie miałaś chłopaka, tylko Erica i to on cię zostawił, więc daj mi spokój. Zabolało. Trafiła w czuły punkt. Dobrze wiedziała, dlaczego Eric ze mną zerwał. Chciał, żebym mu się oddała, ale ja nie byłam jeszcze na to gotowa. Po kilku natarczywych próbach, które nie zakończyły się pomyślnie, zerwał ze mną ... poszedł do pierwszej lepszej dziewczyny, którą spotkał na imprezie i się z nią przespał. Tylko Lucy znała szczegóły, nawet Mike nic nie wiedział, bo byłam pewna, że się zdenerwuje i zrobi coś głupiego. Spojrzała na mnie, wiedząc, że posunęła się za daleko i nie powinna o nim wspominać. - Przepraszam ... ja nie chciałam. Naprawdę, wiem, dlaczego z Tobą zerwał i że był łajdakiem. Po prostu poniosło mnie. - Mówiąc to, przytuliła mnie i jeszcze kilka razy przepraszała. - Wiesz, ja też do końca nie byłam z Tobą szczera. Odsunęłam się od niej i spojrzałam na nią. Na twarzy Lucy mieszały się różne uczucia, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale nie mogła. Nie chciałam jej męczyć, ale wiedziałam, że jak komuś powie to będzie jej lżej. - Lucy... - zaczęłam ostrożnie, nie wiedząc, jak zacząć. -Ja myślę, że to nie było zwykłe samobójstwo. Czy Ty... czy ktoś mu pomógł, albo nakłonił? Po dłuższej chwili, gdy nie uzyskałam żadnej odpowiedzi na swoje pytanie, zatrzymałam się i popatrzyłam na nią. Też stanęła i wpatrywała się w dróżkę przed sobą. Po kilku minutach milczenia popatrzyła na mnie, a w jej oczach widać było łzy, jakby walczyła ze sobą, żeby się nie rozpłakać. - Lyss, ja nie jestem jeszcze gotowa, żeby o tym mówić - głos jej się łamał i słychać było, że to dla niej zbyt bolesne. - Proszę, zostawmy to. Powiem ci, jak będę gotowa, ale boję się, że to dla ciebie za wiele i nie chcę cię tym obarczać. - Wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra i możesz powiedzieć wszystko, nie ważne co to jest. - Wiem i ci powiem, ale jeszcze nie teraz. Ja... nie potrafię. Błagam zrozum to. - Dobrze, jak chcesz, ale pamiętaj, że czekam i jak tylko będziesz chciała, to zawsze jestem gotowa - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej. Spróbowała odwzajemnić uśmiech, lecz nie objął on jej oczu. - Chodź, wracajmy już, bo robi się późno, jestem zmęczona i chcę się położyć, a jeszcze Kris chciał do mnie wpaść wieczorem. Ruszyłyśmy w stronę naszej ulicy, jednak o czymś sobie przypomniałam. - Kurczę, miałam zajść do księgarni, bo Mike chciał jakąś książkę. - To wiesz co, idź sama, bo ja naprawdę jestem wykończona i muszę odpocząć. - To widzimy się jutro - powiedziałam i rozeszłyśmy się w przeciwne strony. Gdy dochodziłam już do zakrętu, usłyszałam jeszcze głos Lucy, która krzyknęła, że zadzwoni do mnie wieczorem, bo musi ze mną o czymś porozmawiać. Chciałam zapytać o co chodzi, lecz zniknęła mi już z oczu. Zaciekawiona tematem naszej przyszłej rozmowy, szłam przed siebie, nie patrząc nie drogę, tylko rozmyślając o czym też może chcieć porozmawiać. Nie zdziwiłam się, gdy z roztargnienia wpadłam na kogoś wychodzącego z bocznej uliczki. - Przepraszam, nie zauważyłam pana, to moja wina - wybełkotałam nieobecnym tonem i chciałam iść dalej, jednak mężczyzna złapał mnie za rękę. - Poczekaj - powiedział, a w jego głosie słychać było zdziwienie pomieszane z ekscytacją. Zaniepokojona odwróciłam się i jeszcze raz przeprosiłam, mając nadzieję, że nieznajomy mnie puści i pójdzie w swoją stronę. Jednak nic z tego. Mężczyzna nadal trzymał mój nadgarstek i wpatrywał się we mnie intensywnie swoimi oczami ... oczami w kolorze nocnego nieba. Mój niepokój przemienił się w przerażenie. Widziałam te oczy nie raz, w swoim śnie. To był on. Ale jak...? W jaki sposób mnie odnalazł? - Przepraszam, śpieszę się - powiedziałam, starając się, by mój głos brzmiał spokojnie i nie było w nim słychać mojego przerażenia. - Mógłby pan mnie puścić? - poprosiłam grzecznie, by nie dawać mu podstaw do dalszej rozmowy. Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Jednak nie było w tym nic serdecznego, wręcz przeciwnie. Na widok wyrazu jego twarzy przeszedł mnie dreszcz. Czekałam na to co zrobi z niepokojem, mając nadzieję, że to tylko moja wyobraźnia. Jednak okazało się, że nic sobie nie wymyśliłam. - Nie poznajesz mnie? - spytał mężczyzna rozbawionym Spotkaliśmy się już nie raz. W Twoim śnie i w dzieciństwie. Gdy to usłyszałam, wiedziałam już, że jak nie ucieknę, to stanie się coś złego. Zaczęłam wyrywać się z jego uścisku, jednak moje wysiłki nie dały efektu. Mężczyzna wciąż trzymał mnie za rękę i tylko roześmiał się. Zrezygnowana spróbowałam jeszcze raz wyrwać się z jego uścisku. Stało się coś dziwnego. Nieznajomy, choć nie wiem, czy tak do końca był nieznajomym, puścił moją rękę, jakby coś go poraziło, a na jego twarzy malował się wyraz niedowierzania i zaskoczenia. Niewiele myśląc odkręciłam się i pobiegłam ile sił w nogach do domu. Nie oglądałam się za siebie i zwolniłam dopiero na przed drzwiami swojego domu. Weszłam jak najszybciej, zamknęłam za sobą drzwi na klucz i opadłam na podłogę opierając się plecami i ścianę. Próbowałam uspokoić oddech, jednak zdenerwowanie mi na to nie pozwalało. Krzyknęłam przerażona, na widok Mike'a wychodzącego z salonu, zapewne zaniepokojonego moim gwałtownym powrotem. - Co się stało? - spytał podchodząc do mnie i pomagając mi wstać. Cała się trzęsłam i gdyby mnie nie przytrzymał, to najprawdopodobniej wylądowałabym na podłodze, bo nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Szok i przerażenie ściskały moje gardło i nie pozwalały mi nic powiedzieć. Gdy Mike nie doczekał się odpowiedzi, podniósł moją twarz i spojrzał w oczy, w których szkliły się łzy. - Spotkałam Go - wydusiłam w końcu z siebie i nie będąc w stanie powstrzymywać łez, wybuchłam płaczem, a Mike nic nie mówiąc przytulił mnie mocno. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Wróciłam. Aż mi wstyd, że tyle tu nie zaglądałam i zaniedbałam tę historię. Przepraszam i mam nadzieję, że długość rozdziału zrekompensuję choć w małym stopniu moją nieobecność. Jak zwykle liczę na szczere komentarze i opinie :)
Czy wiesz, jaki kod powinieneś mieć w prawie jazdy, aby móc kierować auto w soczewkach kontaktowych?
Paulo Coelho Bo w oczach tkwi siła duszy. Re: Mojemu facetowi nie staje ; (. przez kowu » 9 lip 2013, o 11:22. dobrarada napisał (a): Przyczyn może być dużo. moze jest gejem, może jesteś brzydka, może jest chory, przemęczony, może był molestawany itd. itp. Najlepiej porozmawiać o problemach. Ja nawet rozmawiam z mężem podczas stosunku oczywiście jak zadzwoni.

Głównymi bohaterkami naszej historii są Paula i Amelia - dwie młode dziewczyny zamieszkujące Łódź. Kiedy widzi się je razem, można śmiało powiedzieć, że są jak ogień i woda. Blondynka i brunetka. "Metalówa" i grzeczna, ułożona dziewczyna. Narkomanka i abstynentka. Pewnie sądzisz, że takie dwie osoby mogą się co najwyżej pozabijać. Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Paula i Lila to dwie najlepsze przyjaciółki, które są gotowe wskoczyć za sobą w ogień. Zaskoczony? Oto chodziło. Dziewczęta mają po 16 lat. Znają się od podstawówki, w której to były razem w klasie. Ich relacja jest dość trudna, ponieważ dziewczyny dzieli praktycznie wszystko. Nie mówimy tu już nawet o wyglądzie czy charakterze. Amelia pochodzi z bardzo bogatej i szanowanej rodziny. Paula mieszka jedynie z matką, jej ojciec siedzi w Londynie i widziała go tak naprawdę tylko raz w życiu na oczy. Nie jest jej łatwo, ale rodzicielka bardzo ją kocha i obdarza córkę ogromną ilością wsparcia. Lila nie może narzekać ani na problemy finansowe, ani na brak któregoś z członków rodziny. Jej dużym problemem jest za to zupełny brak zainteresowania ze strony rodziców. Uważają oni, że pieniądze wynagradzają wszystko - brak okazywania uczuć, brak rozmów, brak prawdziwej rodziny. Mylą się, i to bardzo. Blondynka ucieka w narkotyki aby desperacko zwrócić na siebie uwagę. Na marne. Imprezuje, pije, pali, szlaja się po mieście - wszystko na nic. Jedynym powodem, dla którego jeszcze nie zwiała z domu jest jej młodsza siostrzyczka, którą kocha nad życie. Obie przyjaciółki mają chłopaków. Paula chodzi z Maksem już ponad rok. Z początku było im razem wspaniale, teraz to się zmienia. Nie jest on już miły i opiekuńczy - staje się arogancki i cholernie zazdrosny o każdego przedstawiciela własnej płci, który zwraca choćby najmniejszą uwagę na brunetkę. Paula ma tego powoli dosyć, ale nie potrafi od niego odejść. Ich związek staje się niemalże toksyczny. Amelia jest z Filipem od kilku miesięcy. To on wciągnął dziewczynę w świat dragów i imprez. Jej przyjaciółka między innymi dlatego za nim nie przepada. Twierdzi, że sprowadza Lilę na złą drogę. Pewnie zastanawiasz się teraz czy będzie to zwykłe opowiadanie, czy może fan fiction. Znasz może łódzki zespół o nazwie Black Radio? Tak? To świetnie. Nie? Żyj w przekonaniu, iż jest to zwykła historia o problemach współczesnych nastolatków, miłości, uzależnieniach, przyjaźni i nienawiści. Zainteresowany? Teraz może trochę o wspomnianym przed chwilą zespole. Black Radio - brzmi zagranicznie, ale jest polskie. To grupa chłopaków, którzy od kilku lat razem ćwiczą i występują. Mają trochę własnych numerów. Grają indie rock'a. Wiele osób wróży im świetlaną przyszłość, bowiem są to naprawdę utalentowani ludzie. Pewnie nadal nie wiesz, co oni u licha mają do tego opowiadania? Po krótce to wyjaśnimy, nie zdradzając zbyt wielu szczegółów - przekonasz się sam. Amelia jest dziewczyną, która lubi cięższą muzykę. Kiedy widzi na mieście plakat informujący o koncercie rock'owego zespołu wpada w euforię i za wszelką cenę chce zaciągnąć tam Paulę. Ta niechętnie się zgadza. Mimo iż na co dzień nie słucha raczej takich rzeczy, to występ bardzo jej się podoba. Obie przyjaciółki postanawiają zostać na "after party". Lila szybko znajduje sobie nowe towarzystwo i idzie się z nimi bawić, a nieśmiała brunetka zostaje sama przy barze. Nie pozostaje jej nic innego, jak tylko napić się drinka. Dziewczyna nigdy się nie upiła, w związku z czym nie zna swojej granicy i nie żałuje sobie kolejek. Po pewnym czasie jest tak wstawiona, że totalnie nie ogarnia tego co się wokół niej dzieje. Pijąc nawiązuje znajomość z przystojnym Dawidem, którego kojarzy, ale jest zbyt schlana by przypomnieć sobie skąd. Chłopak widząc w jakim brunetka jest stanie, postanawia odprowadzić ją do domu. Brunetka przez alkohol znajdujący się w jej krwi nabiera wyjątkowej pewności siebie. Otwarcie flirtuje z blondynem, a kiedy znajdują się już pod jej domem całkowicie ponoszą ją emocje i niemal agresywnie wpija się w usta chłopaka. Nie wie tylko, że ma do czynienia z wokalistą zespołu, który tak jej się spodobał. Nie ma pojęcia o tym, iż ma on kogoś innego. Z drugiej strony jak może o tym wiedzieć, albo chociażby pomyśleć, skoro on odwzajemnia jej pocałunek? A co najważniejsze... Paula nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że całe wydarzenie widzi Maks. Chcesz wiedzieć jak potoczą się sprawy? Jesteś ciekaw co będzie z Paulą, Dawidem i jej zaborczym chłopakiem? Pragniesz wiedzieć czy Amelia zerwie z Filipem, który wciąga ją w nieciekawe sprawy? A może jesteś ciekaw tego, czy zrobi to ze względu na Paulę, czy może dla kogoś innego? Na przykład przyciągającego uwagę perkusistę, którego "wyczaiła" już na początku koncertu. Uważasz, że ogień i woda poradzą sobie z przeciwnościami losu? Myślisz, że ich przyjaźń przetrwa? Na wszystkie pytania znajdziesz odpowiedź czytając naszego bloga.

Serum jest rzeczywiście lekkie i wodniste, a delikatnie żółtawym odcieniu. Wchłania się szybko i nie zauważyłam, żeby tworzyło lepką warstwę, ale ponieważ serum nie zawiera żadnych substancji, które tworzyłyby na skórze warstwę okluzyjną, a wiem, że tego mojej skórze naprawdę potrzeba, po jego nałożeniu dodawałam też warstwę kremu pod oczy.
Było spoko ;D trochę zdjęć się porobiło, ale potem aparat się popsuł ;(może przez to namówię rodziców na nowy ;D11dni!!Emiliana ♥
MfkOvdJ.