Tłumaczenia w kontekście hasła "nie daję sobie ze" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ale nie daję sobie ze wszystkim rady.Rozmowa z psychoterapeutą odbyta ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zadałem pytania od siebie i pytania z komentarzy. Wołam autorów pytań: @Szczuroskoczek_ @ikimrdbeietocytynal @Kebab_po_browarze @srednibrat @trochelipa @Kitku_Karola Dlaczego wybrałeś ten zawód? Kierowałem się zainteresowaniem odkrytym na studiach. Szczególnie tym, jak rozwijają się różne zaburzenia i jak to wszystko odkręcić. Wcześniej chciałem zająć się po studiach psychologią biznesu i marketingu. Kontakt z wykładowcami zajmującymi się tymi zagadnieniami był dla mnie zniechęcający. Zawiodłem się również podczas praktyk zawodowych w prywatnym przedsiębiorstwie, a praktyki w szpitalu pod okiem psychologa klinicznego wspominam dobrze do dzisiaj. Z jakim najtrudniejszym przypadkiem się spotkałeś? Określenie „trudny przypadek” dehumanizuje i oskarża pacjenta. Ludzie są nad wyraz złożonymi istotami, ale nie są trudni. Jakaś trudność może wystąpić w procesie terapii. Kiedy współpraca nie układa się dobrze, staram się zadbać o przymierze terapeutyczne. Brak reakcji lub opór wobec moich działań może wynikać z tego, że przechodzę do czegoś zbyt szybko, niewystarczająco dobrze tłumaczę. Pacjent czuje się niezrozumiany i zagubiony. Moja postawa to pierwszy możliwy winowajca. Są inne możliwości, ale to temat rzeka. Nie chcę stosować nieuprawnionych uogólnień. Nie mogę porównywać i oceniać powagi problemów pacjentów, jeśli do tego odnosi się to pytanie. Sytuacja życiowa staje się problemem wymagającym pomocy, kiedy przekracza możliwości radzenia sobie u jednostki. U każdego człowieka poziom tych możliwości jest inny. To nie tylko czynniki wewnętrzne, takie jak odporność psychiczna, ale także zasoby finansowe, sieć wsparcia społecznego. Miałem kilku pacjentów, których sytuacja życiowa była dla mnie czymś nowym, z czym nie spotkałem się osobiście nigdy wcześniej ani później, więc mówiąc o nich, mógłbym umożliwić zidentyfikowanie tych osób. Nie trafiają do mnie pacjenci z rzadkimi syndromami znanymi tylko z podręczników. Jest kilka grup zaburzeń, z którymi najczęściej zgłaszają się pacjenci. Towarzyszą im różne uzależnienia. Prawie zawsze pacjenci mierzą się też w życiu z takimi sprawami, które w formalnym sensie nie są zaburzeniami, ale i tak trzeba się nimi zająć. Obraz kliniczny typowego pacjenta nie jest taki prosty i przejrzysty, jak mogą sugerować opisy przypadków w podręcznikach. Jak przygotować się do terapii? Nie trzeba tego robić, ale można zadać to pytanie terapeucie przed wizytą. Ja nie oczekuję od pacjentów żadnego przygotowania. Podczas pierwszej rozmowy zadaję proste pytanie: co pana lub panią martwi? To wystarcza. Przeprowadzenie pacjenta przez diagnozę a później terapię jest moim zadaniem. Czasami chcę, żeby przed kolejną sesją pacjent coś zrobił, ale rozmawiamy o tym najpierw podczas sesji. Jeśli ktoś ma ochotę, można przygotować listę ważnych tematów, żeby nie zapomnieć o czymś pod wpływem emocji. Bez listy te tematy i tak wyjdą na jaw prędzej czy później. Zalecam przed sesją nie spożywać alkoholu, nie przyjmować narkotyków. Na sesjach online lepiej mieć na sobie normalne ubrania. To znaczy takie, w których ktoś przyszedłby też do gabinetu. Ważne jest spokojne miejsce do rozmowy. To ostatnie dla niektórych jest pewnym wyzwaniem. Czasami łazienka to jedyne miejsce w domu, w którym ktoś ma godzinę tylko dla siebie. Czy terapia może pomóc komuś odizolowanemu od społeczeństwa i niezadowolonemu ze swojego życia, kto uważa że przyczyną jego niepowodzeń są złe geny i społeczeństwo? Nie spotkałem jeszcze w terapii takiej osoby, więc nie wiem czego się spodziewać. Musiałbym wiedzieć coś więcej albo przeprowadzić diagnozę, żeby zrozumieć przyczynę izolacji i naturę niezadowolenia. To, co dostrzega pacjent, nie zawsze jest pełnym obrazem rzeczywistości. Niekiedy pacjent trafiając na terapię skarży się na to, że inni ludzie są dziwni, a on normalny, tylko już nie może z nimi wytrzymać. Są też osoby, które zgłaszają się pod naciskiem bliskich osób, ale same czują, że wszystko jest z nimi w porządku. W takich sytuacjach w mojej głowie zapala się czerwona lampka. Wiem, że mogę mieć do czynienia z osobą cierpiącą na zaburzenia osobowości, więc będę to sprawdzał podczas diagnozy. Zaburzenie osobowości to nie koniec świata, ale wymaga innego podejścia niż problemy z lękiem albo depresją. Jeśli potraktujemy to pytanie jak eksperyment myślowy, to opisany w nim człowiek z dużą dozą prawdopodobieństwa posługuje się połączeniem wrogiego i pesymistycznego stylu atrybucyjnego. Ten styl chroni go przed rozpaczą lub wyrzutami sumienia, które mógłby mieć po uświadomieniu sobie, że do złej sytuacji przyczyniła się jego własna postawa, jego decyzje i sposób zachowania. Można zacząć terapię właśnie od tego, o ile spełniony jest jeden warunek, to znaczy jeżeli człowiek chce coś zmienić w sobie. Nie chodzi mi o to, żeby obwiniać pacjenta. Postawy i zachowania mogą być wyniesione z domu. Tylko trzeba wykazać chęć zmiany tego, co da się zmienić. Choroby psychiczne mają komponent genetyczny, nie wiem co tu można dodać. Może tylko to, że to nie zawsze jest prosty związek pomiędzy grupą genów a pewnym zaburzeniem. Niektóre geny prowadzą do tego, że rozwija się organizm bardziej podatny na wpływy środowiska. W przypadku wrogiego środowiska, w tym organizmie pojawią się objawy zaburzenia. Doskonale rozumiem też, co mogą zrobić z psychiką człowieka normy i wzorce obecne w społeczeństwie. Ofiarami lansowania pewnych wzorców od dawna padają przecież nastolatki, a w ostatnich latach skala tego zjawiska rośnie. Wszyscy jesteśmy bombardowani sztucznymi obrazami perfekcyjnego życia. Wciskają nam to internetowi celebryci, wciska nam to kultura masowa. Jesteśmy niczym biedny piesek, który ogląda smakołyk spod szklanego stołu. Jest przecież tak blisko, wystarczy się podnieść i wysunąć język. Wtedy natrafiamy na niewidzialną barierę, której do końca nie rozumiemy. Nasz mózg nie lubi niewyjaśnionych sytuacji, więc jeśli najprostszym wyjaśnieniem ma być nasza niekompetencja i niedoskonałość, to trudno. Przynajmniej mamy wyjaśnienie. A przy okazji również depresję. To, za czym pędzimy, to nawet nie musi być smaczny kąsek na szklanym stole. To tylko laserowa kropka. Za tym idealnym i spontanicznym zdjęciem z wakacji na Instagramie kryje się godzina przygotowań i kilkanaście nieudanych ujęć, ale tego już nie dostrzegamy. Nie musimy się godzić na gonienie kropki i nie musimy rezygnować z życia w społeczeństwie. Co to oznacza dla osoby z pytania? Ktoś, kto uważa, że geny w stu procentach determinują jego zachowanie i sposób myślenia, musiałby otworzyć się na inną możliwość. Jeżeli taka osoba uważa, że całe społeczeństwo jest złe i zepsute, to i w tym zakresie musiałaby być gotowa na zmianę stanowiska. Inaczej terapia nie będzie pomocna, bo nie zmienia genów i społeczeństwa. Zresztą, czy odsunięcie się od społeczeństwa poprawiło coś w sytuacji takiej osoby? O ile pacjent jest otwarty na dialog i przyjęcie innej perspektywy, to ja mogę z nim pracować nad różnymi przekonaniami i celami. Terapia to współpraca dwóch osób. Zadaniem terapeuty nie jest przekonywanie kogoś, że nie ma racji. To by tylko nasilało negatywne emocje po obu stronach. Czy rozwijały się w tobie uczucia wobec pacjentów, których nie powinieneś mieć? Co wtedy robiłeś? Nie. Nie ma takich emocji, których nie powinienem mieć. Powtarzam to również moim pacjentom. Mam prawo zdenerwować się na pacjenta, mam prawo czuć do niego sympatię. Bez względu na moje emocje i odczucia wobec pacjentów, oni oczekują ode mnie profesjonalizmu. Ja też go od siebie oczekuję i mam narzędzia do tego, żeby radzić sobie z własnymi emocjami. Nie tylko emocje wobec pacjentów mogą wpływać na moją pracę. Gdybym otrzymał nagle telefon z informacją o tym, że ktoś z mojej rodziny uległ poważnemu wypadkowi, mógłbym znaleźć się w stanie uniemożliwiającym prowadzenie sesji. Gdyby mój zły stan się przedłużał, moim obowiązkiem jest przekazanie pacjentów komuś innemu i zajęcie się własnym stanem psychicznym. Kiedy na drodze do dobrej współpracy stoją emocje wobec pacjenta, to muszę każdy przypadek rozpatrywać indywidualnie. Inaczej poradzę sobie z tym, że denerwuje mnie pacjent bawiący się telefonem na sesji, a inaczej kiedy frustruje mnie jego małomówność wynikająca z problemu, z którym się do mnie zgłosił. Dlaczego psychoterapia jest taka droga? Po prostu usługi wykonane na wysokim poziomie kosztują - u fryzjera, stomatologa, w salonie tatuażu, u prawnika, u księgowego. W przypadku psychoterapii można wskazać kilka czynników związanych z ceną. Prowadzenie psychoterapii wymaga ukończenia studiów wyższych oraz specjalistycznego szkolenia. Jako specjalista chcę dobrze zarabiać. Każdy człowiek chce dobrze zarabiać, to normalne. Kwota, którą pacjent płaci za sesję, nie zostaje w całości na moim koncie. Jest wiele wydatków zawodowych i nie mówię tylko o koszcie wynajęcia gabinetu. Są przecież szkolenia, superwizje. Dzięki nim mogę lepiej pomagać pacjentom. Ceny terapii podlegają prawom rynkowym, co niestety jest wykluczające dla osób zarabiających mniej. Jeśli teraz duża grupa pacjentów zainteresuje się terapią online u terapeutów z mniejszych miast, którzy mają niższe stawki, to oni w mgnieniu oka te stawki podniosą. Stracą na tym ich lokalni pacjenci. Jeżeli ktoś chce wstrząsnąć rynkiem usług prywatnych, to trzeba zająć się niewydolnym systemem publicznej opieki zdrowotnej. Związek zawodowy psychologów walczy o lepsze wynagrodzenia w państwowych placówkach, bo te obecne wypychają terapeutów do prywatnych gabinetów. Myślę, że nie jest konieczne, żeby wynagrodzenia terapeutów w poradniach i szpitalach dorównały zarobkom osiąganym w prywatnym gabinecie, ale muszą być adekwatne do kwalifikacji i wykonywanych zadań. Mając do wyboru etat w poradni i trochę niższe zarobki niż obecnie, na pewno zastanowiłbym się nad taką zmianą. Mógłbym skupić się na pracy z pacjentami, mieć stabilny dochód i nie przejmować się prywatną praktyką oraz kosztami działalności. Na razie przy stawkach oferowanych przez NFZ musiałbym zdecydować, czy chcę opłacić rachunki, czy mieć co jeść. O jakimkolwiek rozwoju lub rozrywkach nie byłoby mowy. W interesie pacjentów leży to, żeby lekarze, pielęgniarki, psycholodzy i inni pracownicy ochrony zdrowia byli zadowoleni ze swoich zarobków, tymczasem w przekazie medialnym nieraz antagonizuje się te grupy. Gramy do jednej bramki, wszyscy płacimy podatki, a ostatnią wizytę lekarską na NFZ miałem ponad 10 lat temu, więc za takie usługi płacę podwójnie. Zbyt niskie wynagrodzenie dla terapeutów w państwowych ośrodkach to jeden problem, ale są inne. Przestarzały sprzęt uniemożliwiający prowadzenie sesji online, psujące się programy do obsługi wizyt, procedury utrudniające pracę, pacjenci odwołujący wizyty w ostatniej chwili, niewyciszone gabinety i brak prywatności, rozwalające się fotele i pokoje, w których zimą jest zimno, a latem gorąco, czy nawet brak chusteczek higienicznych dostępnych dla pacjentów, brak superwizji na miejscu. Nie da się pracować w takich warunkach, więc tworzymy odpowiednie warunki w prywatnych gabinetach, ale koszty odczuwają pacjenci, bo działalność związana z pomaganiem nie musi być działalnością charytatywną. W trudnych sytuacjach stawki można negocjować. Nie chciałbym, żeby mój pacjent był zmuszony do przerwania terapii w której robił postępy, jeśli tymczasowo ma problemy finansowe. Każdy terapeuta sam decyduje, na jakie kompromisy jest gotowy. Jeśli sytuacja finansowa pacjenta jest bardzo trudna, a ja nie mogę sobie pozwolić na odroczenie płatności, to mogę wykorzystać sieć kontaktów i poszukać mu terapii gdzie indziej, ale kolejki w poradniach są zatrważające. Dlaczego ktoś miałby wierzyć, że psychoterapia działa i nie jest oszustwem? Odwrócę to pytanie: dlaczego ktoś miałby wierzyć, że psychoterapia nie działa i jest oszustwem? Psychoterapię praktykuje się od kilkudziesięciu lat na całym świecie, w prywatnych i publicznych klinikach. Badaniem i rozwojem psychoterapii zajmują się autorytety w dziedzinie psychologii i psychiatrii. Osoby zatrudnione w wielu uniwersytetach na całym świecie. Przekonanie, że na świecie działa grupa ludzi wykorzystująca cierpienie i naiwność innych, złowroga szajka, której udało się przekonać władze państw, władze uczelni, środowisko naukowe i miliony zwykłych ludzi, że psychoterapia jest ważna i pomaga, nie brzmi moim zdaniem jak racjonalne przekonanie. Przypomina myślenie spiskowe. Z irracjonalnym przekonaniem nie ma sensu walczyć racjonalnymi argumentami. Możemy rozmawiać o tym, co w psychoterapii działa, komu ona może pomóc, o jej historii i zmianach jakie w niej zachodziły, ale nie o tym, czy to nie jest wielki światowy spisek. Spotkałem się kiedyś z kontrargumentem mówiącym o tym, że na całym świecie można korzystać z usług wróżek i jasnowidzów. W Polsce z pomocy jasnowidzów korzystała nawet policja. Różnica jest taka, że we współczesnym świecie akademickim nie ma wydziałów wróżbiarstwa i nie ma profesorów wróżbiarstwa, zajmujących się badaniami skuteczności kart tarota i szklanych kul w przewidywaniu powodzenia miłosnego. Psychoterapia ma swoje wewnętrzne problemy, nie przeczę. Są osoby, które podszywają się pod terapeutów, a nie niosą żadnej pomocy. Mimo wszystko dyskutowanie z poglądem przedstawionym w pytaniu, że cała psychoterapia mogłaby być niedziałającym oszustwem, zostawię innym ludziom. Mnie szkoda czasu na psychoterapeutyczne krucjaty. Wolę pomóc tym, którzy tego naprawdę chcą. Chociaż szczerze odradzam każdemu takie dyskusje. Nie mam kwalifikacji wróżbiarskich, ale nie wróżę sukcesu. Z przeciwnikami szczepień też jeszcze nikt nie wygrał. Mam wrażenie, że jest ich coraz więcej. Jaka terapia jest najlepsza? Najlepsza, czyli jaka? Dla niektórych to taka, która daje rezultaty najszybciej, a dla innych taka, której rezultaty utrzymują się najdłużej. Naturalnie najlepiej jest spełniać oba warunki. Dla mnie najlepsza terapia to terapia zgodna z przekonaniami terapeuty i dostosowana do potrzeb pacjenta. Porównuje się czasami różne nurty i sprawdza, czy łatwiej rzuca się palenie w nurcie poznawczo-behawioralnym, czy w psychodynamicznym. Albo który z nich szybciej prowadzi do redukcji objawów lękowych w zespole lęku napadowego. Można sobie takie badania znaleźć, przeczytać i samemu wyciągać wnioski. Multum badań jeszcze przed nami, nie wiemy wszystkiego. Szczególnie badań podłużnych sprawdzających stabilność zmian. Te badania są ważne, ale równie ważne jest badanie czynników warunkujących skuteczność i rozpoznawanie mechanizmów zmiany w terapii. O najlepszej terapii można mówić w przypadku konkretnej osoby i jej problemów, nie na takim ogólnym poziomie. To dlatego dopiero po kilku spotkaniach z pacjentem przedstawiam mu opinię o tym, czym moglibyśmy zająć się w terapii i wspólnie decydujemy co będzie dla niego odpowiednim rozwiązaniem. Pacjent stojący przed wyborem terapeuty ma niełatwe zadanie. Oczekiwanie, że zapozna się z zasadami różnych nurtów i wybierze to, co mu się podoba, jest mocno przesadzone. To powinna być rola psychiatry lub psychologa kierującego na terapię, ale ich wiedza w tym zakresie niejednokrotnie jest niedostateczna lub przestarzała. Dobierając rodzaj terapii do problemu pacjenta można posługiwać się raportem opracowanym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, ale on tak naprawdę o niczym jeszcze nie przesądza. Tak jak wspominałem, potrzebujemy jeszcze wielu różnych badań. Przy okazji tego pytania możemy zastanowić się nad tym, skąd w nas, w ludziach, bierze się takie silne dążenie do tego, żeby coś było najlepsze. Chcemy najlepszą terapię, najlepszego lekarza w mieście, najlepsze przedszkole dla dziecka, najlepsze studia. Chcemy być najlepszymi szefami lub chcemy mieć najlepszych szefów. Próbujemy być najlepszymi mamusiami i tatusiami pod słońcem, najlepszymi żonami i mężami. W pogodni za ideałem, za tym co najlepsze, zapominamy o tym, że czasami wystarczy to, co jest po prostu dobre i adekwatne. Przecież nie każdy obszar naszego życia to wyścig i rywalizacja. To, co jest najlepsze w oczach wielu ludzi, jest dostępne tylko dla nielicznych. Najlepsze jest ekskluzywne, bo gdyby było powszechne, nie miałoby tak dużej wartości i nie mogłoby się wyróżniać. Naturalnie nikt nie będzie szukał najgorszego dentysty w mieście, bo chcemy, żeby nam pomógł. Mój nie jest najlepszy, ale jest dobry i mnie na niego stać. Dobrze radzi sobie z rutynowymi zabiegami. Z jednym zębem odesłał mnie gdzie indziej. Gdyby miał przekonanie, że jest najlepszy, mógłby wyrządzić mi krzywdę. Nie poszedłbym do psychoterapeuty, który przedstawia się jako najlepszy w mieście lub ogłasza, że jego metody są najlepsze. Niektóre metody są już przebadane i działają dla określonych problemów, na tym się zatrzymajmy. Czy możliwe jest, że niektórzy ludzie po prostu lubią być samotnikami i nie spotykać się z innymi, nie rozmawiać? Tak, podobno niektórzy pisarze byli takimi ludźmi. Historia zna też różne przypadki pustelników. Ich izolacja była motywowana religijnie, ale myślę, że wymagała również odpowiedniego charakteru. Potrzeba samotności od czasu do czasu towarzyszy każdemu człowiekowi. Jeśli ktoś ma taką chęć przez całe życie, to jest to trochę nietypowe, bo jako ludzie jesteśmy wyjątkowo społecznym gatunkiem. Nie powinniśmy zawsze szukać problemów w tym, co nietypowe lub niepopularne. Najpierw spróbujmy to zrozumieć. Izolowanie się od ludzi może wynikać z czegoś więcej niż odmienny styl życia, nie można tego ignorować. Tendencję do izolowania można zaobserwować u osób cierpiących na schizofrenię, schizotypowe i schizoidalne zaburzenie osobowości, paranoiczne zaburzenie osobowości, społeczne zaburzenie lękowe. Inną sytuacją jest potrzeba samotności u osób autystycznych. To jest w ogóle inny profil rozwojowy, nie powinno się go porównywać z zaburzeniami takimi jak lęk społeczny albo osobowość schizoidalna. Nie należy też przez to rozumieć, że wszystkie osoby autystyczne chcą zawsze być same, bo one mogą czuć się samotne i też potrzebują kontaktu z ludźmi. Czas trwania i charakter takiego kontaktu może być u nich po prostu inny. Kiedy ktoś cierpi z powodu lęku społecznego, możemy pracować nad przyczynami lęku i go redukować. Rozpoznawanie skąd wynika potrzeba samotności wymaga dokładności i ostrożności, nie można zbyt szybko przeskakiwać do konkluzji. Co ma większe znaczenie, geny czy środowisko? I dlaczego któraś z tych opcji? Ta debata została rozstrzygnięta w sposób, który nie daje spokoju osobom żądającym jasnych i kategorycznych odpowiedzi. Ważne jest jedno i drugie, a ustalenie proporcji wpływu genów i środowiska na coś bywa bardzo trudne. Ekspresja genów może zależeć od środowiska, a wybór i kształtowanie swojego środowiska może być efektem działania pewnych genów. W chorobie Huntingtona kluczowe są geny. Udało się zidentyfikować konkretny gen związany z tą chorobą. W chorobach takich jak depresja czy schizofrenia jest trudniej to ustalić, ale naturalnie prowadzi się i takie badania. Jeszcze trudniej jest z określeniem w jakim stopniu geny, a w jakim środowisko sprawiło, że ktoś zdecydował się na karierę księgowego. W Polsce działa grupa badaczy zajmująca się genetyką zachowania pod kierownictwem dr hab. Wojciecha Dragana, warto zapoznać się z ich odkryciami. Dla mnie w gabinecie większe znaczenie ma środowisko, bo można je modyfikować lub wybrać inne. Predyspozycje genetyczne uwzględniam w konceptualizacji, bo są ważną wskazówką. Nie zignoruję tego, że mój pacjent z depresją miał dziadka z problemem alkoholowym. Jak żyć? Na to są przepisy w religii, w filozofii, ale psychoterapia ich nie daje. Psychoterapia daje szansę na indywidualne zastanowienie się nad tą kwestią. Trudno zresztą odpowiedzieć na to pytanie tak, żeby odpowiedź nie brzmiała jak motywacyjny banał. W jednym z podejść psychoterapeutycznych filarem jest angażowanie się w działania zgodne z wyznawanymi wartościami. Mogę się pod tym podpisać, ale zdaję sobie sprawę z tego, nasze działania są obarczone wieloma ograniczeniami. Ktoś, kogo fascynują martwi ludzie, jest ograniczony kodeksem karnym lub skutecznością policji. Ma jednak do wyboru mniej stresującą karierę w domu pogrzebowym lub w roli patomorfologa, nie musi mordować ludzi. Jak unikać koncentracji na końcowych rezultatach terapii, co może być przyczyną presji związanej z osiąganiem wyznaczonych celów? Nie wiem czy dobrze rozumiem pytanie. Na początku terapii stawia się określone cele, ale nie każda terapia jest aż tak mocno skoncentrowana na precyzyjnie wyznaczonych celach. Następnie tworzy się plan osiągania tych celów. W trakcie mogą wyjść na jaw zachowania, które to utrudniają. Nie jest to wcale takie rzadkie i przybiera różne formy. Trzeba rozpoznać i opracować mechanizm takich zachowań. Zająć się nimi w pierwszej kolejności. Inaczej nie będzie możliwa praca nad celami. Mogłoby okazać się, że trzeba przeznaczyć 4 lub 5 sesji na te kwestie. Dopiero wtedy możliwy będzie powrót do problemów, z którymi początkowo zgłosił się pacjent. Takie rozmyślanie o końcowych rezultatach mogłoby wynikać z problemów lękowych, z perfekcjonizmu, jest też obecne w prokrastynacji. Nie mogę powiedzieć co z tym zrobić, dopóki nie poznam przyczyn i siły napędowej tego zachowania. Po co ma żyć ktoś, komu towarzyszy tylko cierpienie, płacz i samotność, a wszelkie próby zmiany tego stanu spełzły na niczym? Jako terapeuta nie podaję pacjentom powodów do życia. One powinny pochodzić od nich samych. Ktoś, kto zadaje sobie takie pytanie, na pewno ma za sobą trudną i bolesną drogę. Zadając to pytanie ujawnia przekonanie, że mogą istnieć powody do życia. Gdyby było inaczej, spodziewałbym się bardziej stanowczej wypowiedzi - nie mam po co żyć, chcę się zabić. W takich sytuacjach jest kilka kwestii, które próbuję zrozumieć. Staram się ustalić co do tej pory motywowało osobę do życia pomimo trudności oraz w jakich okolicznościach pierwszy raz zadała sobie to pytanie. Jeśli wystąpiło zdarzenie spustowe dla takiej myśli, to chcę o tym wiedzieć, żebyśmy mogli się nim zająć. Kiedy pacjenci mówią, że próbowali już wielu rzeczy, dowiaduję się czego próbowali i co chcieli osiągnąć. To mi daje punkt zaczepienia do dalszych rozmów. Możemy przeformułować cele, znaleźć lepsze środki. Im dłużej trwa cierpienie, tym bardziej zawęża się pole widzenia. Może się wydawać, że jedyną opcją na zakończenie cierpienia jest zakończenie swojego życia. W pewnych sytuacjach jest, ale dotyczy to raczej pacjentów onkologicznych, a nie psychiatrycznych. Czy podczas nauki na psychoterapeutę były zajęcia o osobach neuroróżnorodnych? Czy jest to raczej jako ciekawostka albo jako douczenie się we własnym zakresie? Wiedzę w tym zakresie zdobywałem już na studiach psychologicznych, akurat miałem taką możliwość. Programy szkoleń dla terapeutów bardzo się różnią, na pewno ciągle brakuje tych treści. Niektórym brakuje podstawowej wiedzy o neuroróżnorodności, ale sama wiedza bez umiejętności prowadzenia terapii dla takich osób nie wystarczy. Na szczęście coraz łatwiej można znaleźć dodatkowe szkolenia na ten temat. Dobrym miejscem jest Leszczyńskie Centrum Psychoterapii, oferujące bardzo kompleksowe szkolenia. Ja mam doświadczenie w pracy z dorosłymi z ADHD i autystycznymi dziećmi, ale jeszcze nie trafiła do mnie dorosła osoba w spektrum autyzmu. U niej proces diagnozy oraz wsparcia przebiegałby inaczej niż u dzieci. Cieszy mnie to, że można spotkać neuroróżnorodnych psychologów i terapeutów. Nie trzeba być w spektrum autyzmu, żeby pracować z osobą autystyczną, ale dobrze, że pacjenci mają taki wybór. #psychoterapia #psychologia #psycholog #depresja #nerwica #fobiaspoleczna #przegryw
Wyrzuty i narastająca izolacja, w którą popada Twój depresyjny bliski, prowadzą do dalszego pogłębienia choroby. Jak można uciec z tego błędnego koła depresyjnej interakcji? Czy jest w ogóle możliwe, by nie wpaść w taką spiralę? Jeśli żyjesz razem z chorym na depresję bliskim, tym, co najbardziej Ci zagraża, jest wpadnięcie w "spiralę depresyjnej interakcji". Chodzi o rzecz następującą: ktoś, kto jest w depresji, niekoniecznie mówiąc to wprost, przekazuje Ci komunikat: "Jestem słaby, bezradny, nie radzę sobie sam z życiem. Proszę, pomóż mi". Spontaniczną reakcją w takiej sytuacji jest chęć pomocy. Im bardziej kochasz drugą osobę, tym Twoja gotowość do pomocy będzie większa. Jeśli jednak podejmujesz próbę niesienia pomocy, napotykasz nieoczekiwaną reakcję: Twój depresyjny bliski reaguje niemrawo albo nie reaguje wcale. W ogóle nie okazuje zainteresowania innymi ludźmi, Ciebie również traktuje obojętnie, mimo że starasz się mu pomóc. Tak, jakby wszystko po nim spływało. To Cię boli. Ale poza tym to zachowanie Cię irytuje. "Czegokolwiek bym nie powiedział czy nie zrobił - to i tak nie ma znaczenia". Pomimo swej irytacji pomagasz dalej, być może w sposób nieco ograniczony, albo - wręcz przeciwnie - jeszcze intensywniej. Choćbyś chciał ukryć swoje rozdrażnienie lub zniecierpliwienie, chory odczyta je z Twego wyrazu twarzy, postawy ciała i sposobu mówienia. Ma jakby specjalną, czułą antenę i od razu myśli: "Widzisz - nic nie jestem wart". To dodatkowo obniża jego poczucie własnej wartości. W głębi duszy jest zły, ponieważ sądzi: "Nawet najbliższa mi osoba mnie nie rozumie". Tłumi jednak tę złość w sobie - jest bardziej niż kiedykolwiek zależny od Ciebie i innych bliskich. Poza tym charakterystyczną cechą depresji jest tłumienie gniewu i kierowanie go przeciwko sobie samemu. "Nie nadaję się do niczego, dla wszystkich jestem tylko ciężarem". To "dla wszystkich" pogłębia jego depresję oraz poczucie rozpaczy i beznadziei. Twoja pomoc i wsparcie są teraz jeszcze mniej skuteczne, co z kolei wzmacnia Twoje rozdrażnienie. Łatwo możesz dotrzeć do punktu, w którym zaczniesz robić choremu wyrzuty: "Ty też się powinieneś postarać" albo: "Pomyśl o naszych dzieciach, Twój stan odbija się też na nich". Możliwe, że w poczuciu rozczarowania zaczynasz nabierać wewnętrznego dystansu. Wyrzuty i narastająca izolacja, w którą tym samym popada Twój depresyjny bliski, prowadzą do dalszego pogłębienia choroby. To z kolei sprawia, że także Twoja sytuacja staje się coraz bardziej uciążliwa. Po tych wyjaśnieniach niechybnie rodzi się pytanie: Jak można uciec z tego błędnego koła depresyjnej interakcji? Czy jest w ogóle możliwe, by nie wpaść w opisaną spiralę? Najlepsza rada, jaką mogę dać, jest taka: potraktuj swojego bliskiego jak pacjenta. Postrzegaj jego bierność, narzekania i brak radości życia jako przejawy depresji, a nie jego osobiste cechy. Tak jak powiedziałem wcześniej: Twój bliski chce, ale nie może - a nie na odwrót. Nikt nie jest nieznośny dla własnej przyjemności. Dopiero gdy będziesz potrafił samemu sobie wytłumaczyć: "Teraz przemawia depresja, a nie mój bliski", będziesz w stanie w spokojny i zrównoważony sposób dać wyraz swojej konsternacji. Można by do tego dodać jeszcze wiele innych zaleceń, ale nie sposób opisać tu wszystkie szczegółowo. Wymieniam więc tylko te wskazówki, które nie wymagają dalszych wyjaśnień, gdyż mówią same za siebie. Niektóre rady wydadzą się już znajome, bo pojawiły się wcześniej. Powtarzam je, ponieważ są bardzo ważne. Najpierw wymieniam zachowania, których należy unikać, potem następują sugestie co do tego, jak powinno się postępować. Zachowania, których należy unikać: Nie próbuj za szybko mobilizować chorego do aktywności, nie stawiaj mu zbyt dużych wymagań. Należy pamiętać, że jakkolwiek niewystarczająca pomoc może skutkować po głębieniem depresji, to nadmierna pomoc wywołuje nie-potrzebną zależność i podkopuje poczucie własnej wartości chorego. Nie oceniaj myśli i uczuć drugiego ("Ale z Ciebie pesymista!"). Nie próbuj "wyperswadować" mu poczucia winy. Nie odgrywaj wielkiego zbawcy czy wybawiciela. Nie wchodź w rolę terapeuty. Nie przeocz i nie lekceważ małych sukcesów. Nigdy nie rozpoczynaj dyskusji o tym, kto ma rację. Nie próbuj przekonywać chorego, żeby poszukał sobie weselszego towarzystwa, ani tłumaczyć mu, że nie ma powodów, by być w ponurym nastroju ("Przecież niczego Ci nie brakuje"). Nie zamartwiaj się, bo to tylko wzmacnia w bliskim poczucie bezradności. W miarę możliwości unikaj zniecierpliwienia i nie czyń choremu wyrzutów w agresywny sposób. Nie reaguj nieżyczliwie. Nie podejmuj żadnych decyzji - ani wielkich, ani małych - za jego plecami, ale włączaj go we wszystko, tak jak dawniej. Nie traktuj depresyjnych zachowań Twojego bliskiego osobiście. Jego wycofanie nie wynika z Twego braku atrakcyjności, urody czy ciepła. Zalecane zachowania: Pamiętaj, że depresja nie ma nic wspólnego ze słabością charakteru, brakiem "ikry" lub brakiem kręgosłupa moralnego i motywacji. Depresja nie jest kwestią tego, że "komuś się nie chce", ale że "nie potrafi chcieć". "Rozrusznik" nie działa. Staraj się zachęcać bliskiego do robienia rzeczy, które lubił robić przed depresją. Na początek niech to nie będzie nic wielkiego, np. krótki codzienny spacer. Staraj się wspierać swego bliskiego w przestrzeganiu pewnych życiowych zasad, takich jak zachowywanie stałego porządku dnia. Należy pamiętać, że depresja jest chorobą, powrót do zdrowia wymaga czasu i cierpliwości. Staraj się po prostu być przy chorym, nie dając wiele rad, bo o to właśnie chodzi w pierwszej kolejności. Chwal bliskiego za każde wypowiedziane przez niego pozytywne zdanie. Staraj się wszystkie uczucia, dolegliwości i problemy osoby cierpiącej na depresję przyjmować takimi, jakimi są. Spróbuj przynajmniej nie robić wyrzutów z tego tytułu. Bądź dostępny i nie oczekuj, że Twoje wsparcie i pomoc przyniosą szybki skutek. Cierpliwość jest tu bardzo przydatna! Staraj się pokładać ufność w tym, że depresja minie. Uważaj, żeby nie mieć zmartwionej miny w obecności chorego, ale nie sil się też na przesadny optymizm. Chwal swojego bliskiego zawsze za wszystko, co robi, nawet jeśli jest to niedoskonałe czy niedokończone. Chwal go nawet wtedy, kiedy to, co robi, jest w Twoich oczach poniżej normy. Wyjaśnij innym członkom rodziny, przyjaciołom i znajomym, co to jest depresja i jaki wpływ wywiera na człowieka nią dotkniętego. Dzięki takiemu wyjaśnieniu inne bliskie osoby nie zniechęcą się i nie zerwą kontaktu z chorym. Wybieraj kompromisowe rozwiązanie, jeśli Twój bliski ma urojenia, jak w przypadku ciężkiej, sporadycznie występującej "depresji psychotycznej". Nie mów: "To, co słyszysz i widzisz, jest nieprawdziwe", ale "Nie widzę / nie słyszę tego, co Ty widzisz/słyszysz", "Widzę, że jest to dla Ciebie straszne" lub "Myślisz tak, bo jesteś bardzo przygnębiony". Więcej w książce: Depresja - Huub Buijssen Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.Adaptacja krótkiej opowieści Mortkowicz-Olczakowej, zatytułowanej Zośka, ukazywała losy przodownicy pracy z Nowej Huty, która porzucona przez męża nie daje sobie rady z wychowaniem czwórki dzieci. Jej najstarszy, 14-letni syn Adam pomaga wychować matce swoje rodzeństwo i pełni dla nich rolę ojca, co go przerasta.
3. Dar radyJest on kunsztem orientacji w moralnej złożoności życia. Pozwala radować się życiem, jego prostą, codzienną osnową. Pozwala się nie gubić, niweluje niepokój rodzący wątpliwości, z których powodu człowiek odwleka podjęcie „moralnych” decyzji. Dar rady przynosi duchowy pokój, uzdalnia do entuzjazmu i do działania.Naprawdę warto to sprawdzić. Oczywiście pod warunkiem że zgadzasz się z jego słowami. Nie namawiam tutaj do złośliwości, o nie. 5. Wysłuchaj i poddaj ocenie Gdy słyszymy, że ktoś nas krytykuje, i nie zgadzamy się z tym, co mówi, automatycznie przybieramy postawę defensywną. To naturalne.
Jesteś młoda, masz czas, wierz mi. Idź powoli ale do przodu. Bo na razie to się cofasz, ponieważ nie spełniasz swoich wygórowanych celów. Zrozum, że nikt nie jest idealny i że każdy popełnia błędy. NIc Ci nie wychodzi bo walczysz z Życiem. Myślisz ze sobie wszystko zaplanujesz a gdy sie nie udaje to sie podłamujesz. Nie tędy
Krótka trwa 3 tyg i uczy jak radzić sobie z objawami, a długa trwa 3 miesiące i bardziej się przerabia wszystko. I powiedzieli mi, że muszę zastanowić się co wybieram. A jak ja mam zdecydować jak nie umiem podejmować decyzji :/ Przyszłam do domu, nie umiem sobie nic poukładać, cały czas czuje zdenerwowanie.
Żeby było chodź przez chwilę dobrze. (Bo nie daję rady sobie) Czas tak zapierdala muszę liczyć każdy dzień. To nie takie łatwe chciałbym pójść już w sen. Muszę zajebać to slow-mo. No i puścić wszystko z dymem. Żeby było chodź przez chwilę dobrze. (Bo nie daję rady sobie) Ja nie zmienię tego co już powiedziałem złego.
przez siebie, w sobie, dla siebie, w swoim celu z mozaika myśli zlepionych z tyisecy bezskładnych rozbitych słow z brakiem bezkrytycznego wiecznego snu z rzeczywistosci każda sekunda, co echem eksploduje we mnie raniona werblami zegara z obezwładniajacym strachem przed rozpoczeciem z paraliżujaca niemoca zakanczaniaOto przykłady zachowań, które mogą obniżyć ryzyko wystąpienia negatywnych konsekwencji kryzysu i sprzyjać konstruktywnemu radzeniu sobie w obliczu sytuacji kryzysowych. 1. Zauważ i zaakceptuj swoje uczucia. Uczucia przeżywane zwykle jako nieprzyjemne, takie jak: strach, złość czy smutek są normalne, zwłaszcza w sytuacji kryzysu. dolacze sie do watku, bo mam problemy z kontaktem z wlasnym ojcem po smierci mamy. Jakis czas temu (4lata) zmarla na raka i wtedy te problemy nasilily sie. Moja starsza siostra zajela sie swoja rodzina, ja wrocilam do zycia codziennego (studia) i ciagle nie daje sobie rady. Moj ojciec znalazl sobie jakas kobiete i teraz ona jest najwazniejsza.
| Ωፍևдрօτ ուዝаፊи ахруб | ኙстуψи хыφፊв дዝсሏгο | Гεղо удярсθбу |
|---|---|---|
| Γо εзвո | Ехрեрутобօ пևχաρуфի | Утθб ሜ ኀа |
| Ռէψሬρеж афካሒուሽ | Ուքու дիቂու | ቤаጸታսሢδθ еጱቦዋጬፋобеβ |
| ሡадуծоպ τኪλևр аնուբիሣθሌο | Слኦςωг իгопреսоሂ փаሩосիбеш | ዩескο урሪցуси |
| ԵՒцαኇ ሗτюсн ук | Бዷф у ωпсюφ | Киռубαሼե շοክθнуρи փикри |